29 grudnia

Wspomnienie dowolne św. Tomasza Becketta
W średniowieczu: Thome archiepiscopi et martyris (IX lectiones) 
 
Tomasz urodził się w 1118 r. w Londynie. Jego ojciec był zamożnym kupcem normandzkim w tym właśnie mieście. Również jego matka była Normandką.
Pierwsze nauki Tomasz pobierał u kanoników regularnych w Merton, a na studia wyższe przeniósł się do Paryża. Po powrocie do Londynu pomagał ojcu w jego handlowych interesach, a równocześnie pełnił funkcję w skarbowym urzędzie miejskim. Udał się na dwór prymasa Anglii, Teobalda, do Canterbury. Prymas przyjął go do swojego kleru i wysłał na dalsze studia prawnicze do Bolonii i Auxerre; kiedy zaś po ich ukończeniu Tomasz powrócił, mianował go archidiakonem Canterbury (1154). W roku następnym (1155) król Henryk II obrał go swoim lordem kanclerzem, a po śmierci prymasa, 7 lat później, wybrał go jego następcą. Tomasz zmienił wtedy radykalnie styl życia, podejmując ascezę. Dotychczasowy dworak, ambitny karierowicz, nagle nawrócił się i stał się mężem Kościoła w najpełniejszym tego słowa znaczeniu. Jako prymas zrezygnował natychmiast z urzędu kanclerza królewskiego, chociaż godność ta dawała mu majątek i duże wpływy w państwie. Po przyjęciu święceń kapłańskich i sakry biskupiej przywdział włosiennicę, zaczął wieść życie ascetyczne, oddawać się modlitwie i uczynkom miłosierdzia. Stał się także nieustraszonym obrońcą praw Kościoła. Dawniejsze oddanie królowi zamienił na głęboką troskę o Kościół, o zachowanie jego praw i przywilejów.
Próby poszerzenia zakresu i kompetencji sądów królewskich kosztem sądów kościelnych oraz ograniczenia władzy Kościoła spowodowały konflikt Tomasza z królem. W roku 1164 król ogłosił tzw. Konstytucje Klarendońskie, ograniczające znacznie prawa Kościoła na rzecz króla. Prymas swojej pieczęci ani podpisu na znak zgody pod nimi nie położył. Gdy zaś papież Aleksander III potępił te regulacje, to samo uczynił i prymas Anglii. Król wezwał wówczas Tomasza przed swój sąd w Northampton. Zamierzał go aresztować, uwięzić i urządzić proces. Prymas odwołał się do papieża i wezwał biskupów, by nie brali w nim udziału. Sam zaś potajemnie, w przebraniu, opuścił Anglię i udał się do Francji, do Pontigny, a potem do Sens (1164). Po 6 latach, w 1170 r., dzięki interwencji papieża i króla Francji, Henryk II zgodził się na powrót Tomasza do kraju. Traktował go jednak jako niewdzięcznika i głowę opozycji.
Spokój trwał niezbyt długo. Kiedy król przebywał w Normandii, usłużni dworacy donosili mu, co dzieje się w Anglii. Pewnego dnia Henryk II miał zawołać: "Poddani moi to tchórze i ludzie bez honoru! Nie dochowują wiary swemu panu i dopuszczają, żebym był pośmiewiskiem jakiegoś tam klechy z gminu". Czterej rycerze z otoczenia króla za zezwoleniem monarchy jeszcze tej samej nocy udali się do Anglii i wpadli do Canterbury, do pałacu prymasa. Nie zastali go tam, gdyż właśnie w katedrze odprawiał Nieszpory. Dobiegli do ołtarza i z okrzykiem "Śmierć zdrajcy!" zarąbali go na śmierć. Ranili również kapelana arcybiskupa, który usiłował prymasa bronić. Działo się to 29 grudnia 1170 roku.
Przy ubieraniu biskupa do pogrzebu znaleziono na jego ciele włosiennicę i krwawe ślady od biczowania się. Zbrodnia wywołała oburzenie w całej Anglii i w świecie. W zaledwie trzy lata po męczeńskiej śmierci papież Aleksander III ogłosił Tomasza świętym i męczennikiem Kościoła. Król dla uwolnienia się od kar kościelnych, które groziły mu nawet utratą tronu (jako wyklęty z Kościoła według średniowiecznego prawa nie mógł być królem wyznawców Chrystusa) rozpoczął pokutę. Odbył pieszą pielgrzymkę do grobu św. Tomasza i przyrzekł wziąć udział w wyprawie krzyżowej, ale zamieniono mu ją na obowiązek wystawienia trzech kościołów (1174). Grób św. Tomasza stał się celem licznych pielgrzymek. Kazał go zniszczyć dopiero król Henryk VIII w 1538 roku.
Św. Tomasz Becket jest obok św. Jerzego drugim patronem Anglii; jest także patronem duchownych.
(Źródło: brewiarz.pl)
___________ † ___________
Nekrologium:
1895: Theodor Maria Reichsfrei- und Panierherr von Risenfels, Landkomtur an der Etsch und im Gebirge, Rohrbach (D)
1918: Sr. Thaddäa Klos, Troppau/Opava (CZ)
1927: Sr. Augusta Kofler, Lana (I/Südtirol)
1979:  P. Pavel Verderber, Generalrat, Pfarrer, Dekan von Metlika/Möttling, Köln (D)
 
Martyrologium romanum:
 
29 grudnia
1. Świętego Tomasza Becketa, biskupa i męczennika; ponieważ bronił
sprawiedliwości i Kościoła, został zmuszony do opuszczenia stolicy w Canterbury i
królestwa Anglii; gdy po sześciu latach powrócił do ojczyzny, nadal znosił wiele
cierpień, w końcu przez popleczników króla Henryka II został przebity mieczem w
kościele katedralnym i tak odszedł do Chrystusa.
2. Wspomnienie świętego Dawida, króla i proroka, który był synem Jessego
Betlejemity, znalazł łaskę u Boga i przez Samuela został namaszczony na proroka,
aby rządził ludem Izraela; do miasta Jerozolimy przeniósł Arkę przymierza Pana i
sam Pan potem mu poprzysiągł, że jego ród trwać będzie na wieki, gdyż z niego
właśnie narodzi się według ciała Jezus Chrystus.
3. W Arles w Prowansji we Francji, świętego Trofima, który jest uważany za
pierwszego biskupa tego miasta.
4. W Kartaginie, dziś w Tunezji, świętego Libozusa, biskupa Badży i męczennika,
który na synodzie w Kartaginie na temat chrztu heretyków twierdził: „W Ewangelii
Chrystus powiedział: Ja jestem prawdą, a nie: Ja jestem zwyczajem [consuetudo]”.
5. W Mediolanie w Lombardii we Włoszech, świętego Martyniana, biskupa.
6. W Konstantynopolu, dziś Stambuł w Turcji, świętego Marcelego, opata klasztoru
akoimetów nad Bosforem, w którym dniem i nocą nieustannie rozlegał się śpiew
psalmów.
7. W Exmes w Neustrii, dziś we Francji, świętego Ebrulfa, opata klasztoru w Ouche
w czasach króla Childeberta.
8*. W Palermo na Sycylii we Włoszech, błogosławionego Gerarda Cagnoliego,
zakonnika z Zakonu Braci Mniejszych, który poprzednio przez dłuższy czas pędził
życie eremity.
9*. W Londynie w Anglii, błogosławionego Wilhelma Howarda, męczennika; był
wicehrabią Stafford, zachował wiarę katolicką i z tego powodu został fałszywie
oskarżony o spiskowanie przeciwko królowi Karolowi II, zmarł dla Chrystusa,
uderzony siekierą.
10. W Seulu w Korei, świętych Benedykty Hyŏn Kyŏng-nyŏn, wdowy i katechistki,
oraz sześciu towarzyszy, męczenników, którzy dla imienia Chrystusa doznali
licznych cierpień i zginęli przez ścięcie.
11*. We wsi Paterna w regionie Walencji w Hiszpanii, błogosławionego Józefa
Aparicio Sanza, prezbitera i męczennika, który podczas prześladowania za wiarę
wylał krew dla Chrystusa.
12*. W wiosce Picadero de Paterna również w okolicach Walencji, błogosławionych
męczenników Henryka Jana Requeny, prezbitera, i Józefa Perpiñá Náchera, którzy
stoczyli wspaniały bój dla Chrystusa.
13*. W miejscowości San Miguel de los Reyes w tym samym okręgu,
błogosławionego Jana Chrzciciela Ferreresa Boludy, prezbitera z Towarzystwa
Jezusowego i męczennika, który w tym samym prześladowaniu, naśladując mękę
Chrystusa, zasłużył na szlachetną palmę męczeństwa.
 

28 grudnia

Święto św. Rodziny
Wspomnienie Świętych Młodzianków, męczenników
W średniowieczu: Sanctorum Innocentum (Semi duplex)
 
Dwuletnim, a nawet młodszym chłopcom zamordowanym w Betlejem i okolicy na rozkaz króla Heroda św. Ireneusz, św. Cyprian, św. Augustyn i inni ojcowie Kościoła nadali tytuł męczenników. Ich kult datuje się od I wieku po narodzinach Chrystusa. W Kościele zachodnim Msza za świętych Młodzianków jest celebrowana - tak jak Msze święte Wielkiego Postu - bez radosnych śpiewów; kolor liturgiczny - czerwony.
Wśród Ewangelistów jedynie św. Mateusz przekazał nam informację o tym wydarzeniu (Mt 2, 1-16). Dekret śmierci dla niemowląt wydał Herod Wielki, król żydowski, kiedy dowiedział się od mędrców, że narodził się Mesjasz, oczekiwany przez naród żydowski. W obawie, by Jezus nie odebrał jemu i jego potomkom panowania, chciał w podstępny sposób pozbyć się Pana Jezusa.
Za czasów Heroda panowało przekonanie, że wszystko w państwie jest własnością władcy, także ludzie, nad którymi władca ma prawo życia i śmierci. Jeśli mu stoją na przeszkodzie, zagrażają jego życiu lub panowaniu, może bez skrupułów w sposób gwałtowny się ich pozbyć. Historia potwierdza, że Herod był wyjątkowo ambitny, żądny władzy i podejrzliwy. Sam bowiem doszedł do tronu po trupach i tylko dzięki terrorowi utrzymywał się u władzy. Był synem Antypatra, wodza Idumei. Za cel postawił sobie panowanie. Dlatego oddał się w całkowitą służbę Rzymianom. Dzięki nim jako poganin otrzymał panowanie nad Ziemią Świętą i narodem żydowskim z tytułem króla. Wymordował żydowską rodzinę królewską, która panowała nad narodem przed nim: Hirkana II, swojego teścia; Józefa, swojego szwagra; Mariam, swoją żonę; ponadto trzech swoich synów - Aleksandra, Arystobula i Antypatra; arcykapłana Arystobula; Aleksandrę, matkę Mariamme i wielu innych, jak to szczegółowo opisuje żyjący ok. 70 lat po nim historyk żydowski, Józef Flawiusz (Dawne dzieje Izraela). Jeszcze przed samą swoją śmiercią, by nie dać Żydom powodu do radości, ale by wycisnąć łzy z ich oczu i w ten sposób "upamiętnić" swój zgon, rozkazał dowódcy wojska zebrać na stadionie sportowym w Jerychu najprzedniejszych obywateli żydowskich i na wiadomość o jego śmierci wszystkich zgładzić. Na szczęście nie wykonano tego polecenia. Te i wiele innych faktów wskazuje, kim był Herod i czym było dla takiego okrutnika pozbawienie życia kilkudziesięciu niemowląt.
Bibliści zastanawiają się nad tym, ile mogło być tych niemowląt? Betlejem w owych czasach mogło liczyć ok. 1000 mieszkańców. Niemowląt do dwóch lat w takiej sytuacji mogło być najwyżej ok. 100; chłopców zatem ok. 50. Jest to liczba raczej maksymalna i trzeba ją prawdopodobnie zaniżyć. Szczegół, że Herod oznaczył wiek niemowląt skazanych na śmierć, jest dla nas o tyle cenny, że pozwala nam w przybliżeniu określić czas narodzenia Pana Jezusa. Pan Jezus mógł mieć już ok. roku. Herod wolał dla "swego bezpieczeństwa" wiek ofiar zawyżyć.
Czczeni jako flores martyrum - pierwiosnki męczeństwa, Młodziankowie nie złożyli świadomie swojego życia za Chrystusa, ale niewątpliwie oddali je z Jego powodu. Zatriumfowali nad światem i zyskali koronę męczeństwa nie doświadczywszy zła tego świata, pokus ciała i podszeptów szatana.
Ikonografia podejmowała często ten tak dramatyczny temat dający wiele możliwości artystom. Dlatego wśród malarzy i rzeźbiarzy, którzy wykonali obrazy przedstawiające "Rzeź Niewiniątek", figurują m.in.: Giovanni Francesco Baroto, Mikołaj Poussin, Guido Reni, Dürer, Romanino, Piotr Brueghel, Bartolomeo Schedoni, Rubens i wielu innych. W Padwie, w bazylice św. Justyny, a także w kilkunastu innych kościołach, można oglądać "relikwie" Młodzianków. Są one oczywiście nieprawdziwe, ale dowodzą, jak wielki w historii Kościoła był kult Świętych Młodzianków.
(Źródło: brewiarz.pl)
 
___________ † ___________
Nekrologium:
1624: Karl, Erzherzog von Österreich, 43. Hochmeister, Madrid (E)
1850: Philipp Anton Graf von Boos zu Waldeck, Ordensritter, Leipzig (D)
1886: Sr. Martha Riedel, Freudenthal/Bruntál (CZ) 
1903: Sr. Maximiliana Janek, Freudenthal/Bruntál (CZ)
1976: Fr. Hyazinth Liebmann, Lana (I/Südtirol)
1982: Sr. Cölestine Andres, Friesach (A)
1987: „Glaubenszeugin“ Sr. Klotilda Moravcová, Chrastava/ Kratzau (CZ)
 
 
 

27 grudnia

Święto św. Jana Ewangelisty
W średniowieczu Johannis ap. et ev. (Totum duplex)
 
Jan był synem Zebedeusza i Salome, młodszym bratem Jakuba Starszego (Mt 4, 21). Jeśli chodzi o zestaw tekstów ewangelicznych, w których jest mowa o św. Janie, to ich liczba stawia go zaraz po św. Piotrze na drugim miejscu. Łącznie we wszystkich Ewangeliach o św. Piotrze jest wzmianka aż na 68 miejscach (193 wiersze), a o św. Janie na 31 miejscach (90 wierszy).
Początkowo Jan był uczniem Jana Chrzciciela, ale potem razem ze św. Andrzejem poszedł za Jezusem (J 1, 35-40). Musiał należeć do najbardziej zaufanych uczniów, skoro św. Jan Chrzciciel z nimi tylko i ze św. Andrzejem przebywał właśnie wtedy nad rzeką Jordanem. Jan w Ewangelii nie podaje swojego imienia. Jednak jako naoczny świadek wymienia nawet dokładnie godzinę, kiedy ten wypadek miał miejsce. Rzymska godzina dziesiąta - to nasza godzina szesnasta. Po tym pierwszym spotkaniu Jan jeszcze nie został na stałe przy Panu Jezusie. Jaki był tego powód - nie wiemy. Być może musiał załatwić przedtem swoje sprawy rodzinne. O ostatecznym przystaniu Jana do grona uczniów Jezusa piszą św. Mateusz, św. Marek i św. Łukasz (Mt 4, 18-22; Mk 1, 14-20; Łk 5, 9-11).
Jan pracował jako rybak. O jego zamożności świadczy to, że miał własną łódź i sieci. Niektórzy sądzą, że dostarczał ryby na stół arcykapłana - dzięki temu mógłby wprowadzić Piotra na podwórze arcykapłana po aresztowaniu Jezusa. Ewangelia odnotowuje obecność Jana podczas Przemienienia na Górze Tabor (Mk 9, 2), przy wskrzeszeniu córki Jaira (Mk 5, 37) oraz w czasie konania i aresztowania Jezusa w Ogrodzie Oliwnym (Mk 14, 33).
Kiedy Jan wyraził zgorszenie, że ktoś obcy ma odwagę wyrzucać z ludzi złe duchy w imię Jezusa (sądził bowiem, że jest to wyłączny przywilej Chrystusa i Jego uczniów), otrzymał od Pana Jezusa odpowiedź: "Nie zabraniajcie mu, bo nikt, kto czyni cuda w imię moje, nie będzie mógł zaraz źle mówić o Mnie. Kto bowiem nie jest przeciwko nam, ten jest z nami" (Mk 9, 37-38).
Pewnego dnia do Pana Jezusa przybyła matka Jana i Jakuba z prośbą, aby jej synowie zasiadali w Jego królestwie na pierwszych miejscach, po Jego prawej i lewej stronie. Pan Jezus wiedział, że matka nie uczyniła tego sama z siebie, ale na prośbę synów. Dlatego nie do niej wprost, ale do nich się odezwał: "Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić?" Kiedy zaś ci odpowiedzieli: "Możemy", otrzymali odpowiedź: "Kielich mój pić będziecie. Nie do Mnie jednak należy dać miejsce po mojej stronie prawej czy lewej, ale dostanie się ono tym, dla których mój Ojciec je przygotował" (Mt 20, 21-28; Mk 10, 41-52).
Szczegół ten zdradza to, że nawet tak świątobliwy Jan nie całkiem bezinteresownie przystąpił do Pana Jezusa w charakterze Jego ucznia. Przekonany, że wskrzesi On doczesne królestwo Izraela na wzór i co najmniej w granicach królestwa Dawida, marzył, by w tym królestwie mieć wpływowy urząd, być jednym z pierwszych ministrów u Jego boku. Samemu jednak wstydząc się o to prosić, wezwał interwencji swojej matki. Potem zrozumie, że chodzi o królestwo Boże, duchowe, o zbawienie ludzi - i odda się tej wielkiej sprawie aż do ostatniej godziny życia. Warto tu tylko uzupełnić, że według relacji Marka to oni sami: Jan i Jakub zwrócili się do Chrystusa z tą dziwną prośbą, nie wyręczając się przy tym matką.
Chrystus nadał Janowi i Jakubowi, jego bratu, drugie imię - "Synowie gromu" (Łk 9, 51-56). Jan zostaje wyznaczony razem ze św. Piotrem, aby przygotowali Paschę wielkanocną. Podczas Ostatniej Wieczerzy Jan spoczywał na piersi Zbawiciela. Tylko on pozostał do końca wierny Panu Jezusowi - wytrwał pod krzyżem. Dlatego Chrystus z krzyża powierza mu swoją Matkę, a Jej - Jana jako przybranego syna (J 19, 26-27).
Po zmartwychwstaniu Chrystusa Jan przybywa razem ze św. Piotrem do grobu, gdzie "ujrzał i uwierzył" (J 20, 8), że Chrystus żyje. W Dziejach Apostolskich Jan występuje jako nieodłączny na początku towarzysz św. Piotra. Obaj idą do świątyni żydowskiej na modlitwę i dokonują u jej wejścia cudu uzdrowienia paralityka (Dz 3, 1 - 4, 21). Jan z Piotrem został delegowany przez Apostołów dla udzielenia Ducha Świętego w Samarii (Dz 8, 14-17). We dwóch przemawiali do ludu, zostali pojmani i wtrąceni do więzienia (Dz 4, 1-24). O Janie Apostole wspomina także św. Paweł Apostoł w Liście do Galatów. Nazywa go filarem Kościoła (Ga 2, 9).
Jan przebywał przez wiele lat w Jerozolimie (Ga 2, 9), potem prawdopodobnie w Samarii, a następnie w Efezie. To tam napisał Ewangelię i trzy listy apostolskie. Wynika z nich, że jako starzec kierował niektórymi gminami chrześcijańskimi w Małej Azji. Z Apokalipsy dowiadujemy się, że były to: Efez, Smyrna, Pergamon, Tiatyra, Sardes, Filadelfia i Laodycea.
Tradycja wczesnochrześcijańska okazywała żywe zainteresowanie losami św. Jana Apostoła po zmartwychwstaniu i wniebowstąpieniu Pana Jezusa. Św. Papiasz (ok. 80-116) i św. Polikarp (ok. 70-166) szczycą się nawet, że byli uczniami św. Jana. Podają nam pewne cenne szczegóły z jego późniejszych lat. Podobnie św. Ireneusz (ok. 115-202) przekazał nam zaczerpnięte z tradycji niektóre wiadomości. Także w pismach apokryficznych znajdujemy o życiu Jana okruchy prawdy. Z tych wszystkich źródeł wynika, że Jan głosił Ewangelię albo w samej Ziemi Świętej, albo w jej pobliżu, a to ze względu na Matkę Bożą, nad którą Chrystus powierzył mu opiekę. Po wybuchu powstania żydowskiego Jan schronił się zapewne w Zajordanii, gdzie przebywał do końca wojny, tj. do roku 70 (zburzenie Jerozolimy). Stamtąd udał się do Małej Azji, gdzie pozostał aż do zesłania go na wyspę Patmos przez cesarza Domicjana (81-96). Po śmierci cesarza Apostoł wrócił do Efezu, by tu za panowania Trajana (98-117) zakończyć życie jako prawie stuletni starzec. Potwierdzają to św. Ireneusz i Polikrates, biskup Efezu (ok. 190 roku).
W wieku II lub III powstał w Małej Azji apokryf Dzieje Jana. Przytacza go m.in. Focjusz. Do naszych czasów dochowały się jego znaczne fragmenty. Według tego pisma Domicjan wezwał najpierw Jana do Rzymu. Nie miał jednak odwagi skazać starca na gwałtowną śmierć, dlatego zesłał go na wygnanie na wyspę Patmos, by na tej skalistej, niezaludnionej wyspie Morza Egejskiego zginął powolną śmiercią. Na szczęście chrześcijanie nie zapomnieli o ostatnim świadku Chrystusa. Główną treścią apokryfu są cuda, jakie Jan miał zdziałać w Rzymie i w Efezie. W opisach znajduje się tak wiele legendarnych motywów, że trudno wydobyć z tego apokryfu prawdę. Utrwaliło się podanie, że Domicjan usiłował najpierw w Rzymie otruć św. Jana. Kielich pękł i wino się rozlało w chwili, gdy Apostoł nad nim uczynił znak krzyża świętego. Wtedy cesarz kazał go męczyć we wrzącym oleju, ale Święty wyszedł z niego odmłodzony. Przez kilkaset lat (do roku 1909) 6 maja było nawet obchodzone osobne święto ku czci św. Jana w Oleju.
Jan miał mieć ucznia, którego w sposób szczególniejszy miłował i z którym łączył wielkie nadzieje. Ten wszakże wszedł w złe towarzystwo i został nawet hersztem zbójców. Apostoł tak długo go szukał, aż go odnalazł i nawrócił. Euzebiusz z Cezarei pisze, że Jan nosił diadem kapłana, że organizował gminy i ustanawiał nad nimi biskupów, a w Efezie miał wskrzesić zmarłego.
Swoją Ewangelię napisał Jan prawdopodobnie po roku 70, kiedy powrócił do Efezu. Miał w ręku Ewangelie synoptyków (Mateusza, Marka i Łukasza), dlatego jako naoczny świadek nauk Pana Jezusa i wydarzeń z Nim związanych nie powtarza tego, co już napisano, uzupełnia wypadki szczegółami bliższymi i faktami przez synoptyków opuszczonymi. Nigdzie wprawdzie nie podaje swojego podpisu wprost, ale podaje go pośrednio, kiedy pisze na wstępie: "I oglądaliśmy Jego chwałę" (J 1, 14), zaś w swoim pierwszym liście napisze jeszcze dobitniej: "To wam oznajmiamy, co było od początku, cośmy usłyszeli o Słowie życia, co ujrzeliśmy własnymi oczami, na co patrzyliśmy i czego dotykały nasze ręce" (1 J 1, 1). Ewangelię św. Jana zna św. Ignacy z Antiochii (+ ok. 107) i cytuje ją w swoich listach. Zna ją również św. Justyn (+ ok. 165), a Fragment Muratoriego (160-180) pisze wprost o św. Janie jako autorze Ewangelii.
Pierwszymi adresatami Ewangelii św. Jana byli chrześcijanie z Małej Azji. Znali oni dobrze Jana, nie musiał się więc im przedstawiać. W owych czasach rozpowszechniały się pierwsze herezje gnostyckie: ceryntian, nikolaitów i ebionitów. Dlatego Ewangelia św. Jana nie ma charakteru katechetycznego, jak poprzednie, a raczej historyczno-teologiczny. Jan wykazuje, że Jezus jest postacią historyczną, że jest prawdziwie Synem Bożym. Tradycja za symbol słusznie nadała mu orła, gdyż głębią i polotem przewyższył wszystkich Ewangelistów.
Według podania, cesarz Nerwa (96-98) miał uwolnić św. Jana z wygnania. Apostoł wrócił do Efezu, gdzie zmarł niebawem ok. 98 roku. Jako więc jedyny z Apostołów zmarł śmiercią naturalną. Dlatego podczas dzisiejszej liturgii celebrans nosi szaty białe, a nie - jak w przypadku wszystkich pozostałych Apostołów - czerwone. Pierwszą wzmiankę o grobie św. Jana w Efezie ok. 191 roku podaje w liście do papieża św. Wiktora Polikrates, biskup Efezu. Papież św. Celestyn I w liście swoim do ojców soboru efeskiego z 8 maja 431 roku winszuje im, że mogą czcić relikwie św. Jana Apostoła. Św. Grzegorz z Tours (+ 594) wspomina o cudach, jakie działy się przy tym grobie. Badania archeologiczne, przeprowadzone w 1936 roku, potwierdziły istnienie tego grobu. Dzisiaj z wielkiej metropolii, jaką niegdyś był Efez, pozostały jedynie ruiny, a na nich powstała mała wioska turecka.
 
Święty Jan Ewangelista Jan jest patronem Albanii i Azji Mniejszej; ponadto aptekarzy, bednarzy, dziewic, zawodów związanych z pisaniem i przepisywaniem: introligatorów, kopistów, kreślarzy, litografów, papierników, pisarzy oraz owczarzy, płatnerzy, skrybów, ślusarzy, teologów, uprawiających winorośl oraz wdów. Kult św. Jana Apostoła w Kościele był zawsze bardzo żywy. Najwspanialszą świątynię wystawiono mu w Rzymie. Jest nią bazylika na Lateranie pod wezwaniem świętych Jana Chrzciciela i Jana Apostoła. Zwana jest również bazyliką Zbawiciela - matką wszystkich kościołów chrześcijaństwa, gdyż jako pierwsza była uroczyście konsekrowana przez papieża św. Sylwestra I (+ 335) i dotąd jest katedrą papieską. Nadto w Rzymie wystawiono św. Janowi Apostołowi jeszcze inne kościoły, np. przy Bramie Łacińskiej (ante Portam Latinam), gdzie Apostoł miał być męczony w rozpalonym oleju. Do Jana Apostoła szczególne nabożeństwo miały św. Gertruda i św. Małgorzata Maria Alacoque. Właśnie w dniu dzisiejszym, w dniu jego święta miały objawienia dotyczące nabożeństw do Serca Pana Jezusa. Szczególnym nabożeństwem do św. Jana Apostoła wyróżniali się kiedyś w Polsce krzyżacy. Wystawili też oni szereg kościołów ku jego czci.
___________ † ___________
Nekrologium:
1917: P. Eberhard Chiochetti, Pfarrer, Bozen (I/Südtirol)
1924:  Sr. Mechtild Vigl, Bozen (I/Südtirol)
1928:  Sr. Margaritha Helbig, Troppau/Opava (CZ)
1984:  Cfr. Dr. Günther Morath, Karlsruhe (D)
1998: „Glaubenszeuge“ Cfr. Jan Zelezník, Priester, Brünn/ Brno (CZ)
 
 
 

26 grudnia

 
Święto św. Szczepana, pierwszego męczennika
W średniowieczu: Stephani Prothomartyris (Totum duplex)
 
Greckie imię Stephanos znaczy tyle, co "wieniec" i jest tłumaczone na język polski jako Stefan lub Szczepan. Nie wiemy, ani kiedy, ani gdzie św. Szczepan się urodził. Jego greckie imię wskazywałoby na to, że był nawróconym hellenistą - Żydem z diaspory, zhellenizowanym, czyli posługującym się na co dzień językiem greckim. Nie są nam znane szczegóły jego wcześniejszego życia. Jego dzieje rozpoczynają się od czasu wybrania go na diakona Kościoła. Apostołowie w odpowiedzi na propozycję św. Piotra wybrali siedmiu diakonów dla posługi ubogim, aby w ten sposób odciążyć uczniów Chrystusa oraz dać im więcej czasu na głoszenie Ewangelii. W gronie tych siedmiu znalazł się Szczepan. Nie ograniczył się on jednak wyłącznie do posługi ubogim. Według Dziejów Apostolskich, "pełen łaski i mocy Ducha Świętego" głosił Ewangelię z mądrością, której nikt nie mógł się przeciwstawić.
Został oskarżony przez Sanhedryn, że występuje przeciw Prawu i Świątyni. W mowie obrończej Szczepan ukazał dzieje Izraela z perspektywy chrześcijańskiej, konkludując, że naród ten stale lekceważył wolę Boga (Dz 6, 8 - 7, 53). Publicznie wyznał Chrystusa, za co został ukamienowany (Dz 7, 54-60). Jest określany mianem Protomartyr - pierwszy męczennik.
Oskarżycielami Szczepana przed Sanhedrynem żydowskim byli inni zhelenizowani Żydzi, z wymienionych w tekście Dziejów Apostolskich synagog. Wynika stąd, że Szczepan zaczął od nawracania swoich rodaków, do których mógł przemawiać w ich własnym języku, czyli po grecku. Zadziwia znajomością dziejów narodu żydowskiego i wskazuje, że powołaniem narodu wybranego było przygotowanie świata na przyjście Zbawiciela. Żydzi nie tylko sprzeniewierzyli się temu wielkiemu posłannictwu, ale nawet zamordowali Chrystusa. Stąd oburzenie, jakie wyrywa się z ust Szczepana.
Był to rok 36, a więc od śmierci Chrystusa Pana upłynęły zaledwie 3 lata. Prozelici musieli praktykować i wypełniać, podobnie jak Apostołowie i uczniowie Chrystusa, także prawo judaizmu z przyjęciem obrzezania, pogłębione jedynie o nakazy Ewangelii. Dopiero sobór w Jerozolimie w roku 49/50 zdecydował, że poganie nawróceni na chrześcijaństwo nie są zobowiązani do zachowania prawa mojżeszowego. Same niemal imiona greckie wskazują, jak wielkie były wpływy helleńskie w czasach apostolskich w narodzie żydowskim. Nadto wynika z tekstu, że pieczę nad ubogimi zlecono głównie nawróconym hellenistom, aby nie mieli żalu, że są krzywdzeni przez wiernych pochodzenia żydowskiego.
Autor Dziejów Apostolskich podkreśla, że przy śmierci Szczepana był obecny Szaweł, późniejszy Apostoł Narodów, którego św. Łukasz stanie się potem uczniem. Pilnował szat oprawców. Był oficjalnym świadkiem kamienowania - reprezentował Sanhedryn.
Bibliści zastanawiają się, jak mogło dojść do jawnego samosądu oraz morderstwa, skoro każdy wyrok śmierci był uzależniony od podpisu rzymskiego namiestnika, jak to widzimy przy śmierci Pana Jezusa. Właśnie wtedy, w 36 roku Piłat został odwołany ze swojego stanowiska, a nowy namiestnik jeszcze nie przybył. Żydzi wykorzystali ten moment, by dokonać samosądu na Szczepanie, co więcej, rozpoczęli na szeroką skalę akcję niszczenia chrześcijaństwa: "Wybuchło wówczas wielkie prześladowanie w Kościele jerozolimskim" (Dz 8, 1).
Kult Szczepana rozwinął się natychmiast. Jednakże na skutek zawieruch, jakie nawiedzały Ziemię Świętą, w tym także Jerozolimę, zapomniano o jego grobie. Odkryto go dopiero w 415 roku. Skoro udało się go rozpoznać, to znaczy, że św. Szczepan musiał mieć grób wyróżniający się i z odpowiednim napisem. O znalezieniu tego grobu pisze kapłan Lucjan. Miał mu się zjawić pewnej nocy Gamaliel, nauczyciel św. Pawła, i wskazać grób swój i św. Szczepana w pobliżu Jerozolimy (Kfar Gamla, czyli Beit Jamal). Chrześcijanie, uciekając przed oblężeniem Jerozolimy i w obawie przed jej zburzeniem przez cesarza Hadriana, zabrali ze sobą śmiertelne szczątki tych dwóch czcigodnych mężów i we wspomnianej wiosce je pochowali. Gamaliel bowiem miał zakończyć życie jako chrześcijanin. Na miejscu odnalezienia ciał biskup Jerozolimy, Jan, wystawił murowaną bazylikę; drugą zbudował w miejscu, gdzie według podania Szczepan miał być ukamienowany. Bazylikę tę upiększyli św. Cyryl Jerozolimski (439) i cesarzowa św. Eudoksja (460).
Imię Szczepana włączono do Kanonu rzymskiego. Jest patronem diecezji wiedeńskiej; kamieniarzy, kucharzy i tkaczy.
Z dniem św. Szczepana łączono w Polsce wiele zwyczajów. Podczas gdy pierwszy dzień Świąt spędzano w zaciszu domowym, wśród najbliższej rodziny, w drugi dzień obchodzono z życzeniami świątecznymi sąsiadów, dalszą rodzinę i znajomych. W czasie Mszy świętej rzucano w kościele zboże na pamiątkę kamienowania Świętego. Wieczór 26 grudnia nazywano "szczodrym", gdyż służba dworska składała panom życzenia i otrzymywała poczęstunek, a nawet prezenty. Po przyjęciu smarowano miodem pułap i rzucano ziarno. Jeśli zboże przylgnęło, było to dobrą wróżbą pomyślnych zbiorów.
Zaskoczenie może budzić fakt, że Kościół w drugim dniu oktawy Świąt Bożego Narodzenia umieścił święto św. Szczepana. Być może stało się tak po to, byśmy zapatrzeni w żłóbek Chrystusa nie zapomnieli, że ofiara ze strony Boga dla człowieka pociąga konieczność także ofiary ze strony człowieka dla Boga, chociażby ona wymagała nawet krwi męczeństwa.
(Źródło: brewiarz.pl)
 
___________ † ___________
Nekrologium:
1823: Wilhelm Lothar Maria Freiherr von Kerpen, Ordensritter, Hetzendorf bei Wien (A)
1896: Sr. Alfonsa Kunschkel, Troppau/Opava (CZ)
1925: Barbara Obermann, Kandidatin, Ormož/Friedau (SLO)
1983: Sr. Floriana Peiker, Friesach (A) 
2005: Cfr. Karl Zuegg, Lana (I/Südtirol)
2006: Cfr. Dr. Franz Skacel, Wien (A) 
2011: Cfr. Dr. Günter Schusta, Wien (A)
2023:  Cfr. Hartmut Feuersänger, Wien (A)
 
 
    
 

Boże Narodzenie 2025

 
Najczcigodniejsi i Najczcigodniejsi Panowie,
Czcigodne Siostry,
Czcigodni Bracia i Siostry,
Droga Rodzino Zakonna,
 
„Znów Boże Narodzenie” – napisał Teodor Fontane. Każdego roku to samo, a jednak zawsze inne. Bo zawsze nas na nowo dotyka, na nowo porusza. Bo każdego roku jesteśmy inni, w radości, bólu, smutku, nadziei. Żadne święto nie jest tak emocjonalne jak Boże Narodzenie, żadne święto nie powoduje tak wielkiego stresu u tak wielu ludzi. A jednak wszystko zaczęło się tak cicho, pewnej nocy w stajence w małym miasteczku w Judei: Betlejem.
 
Ewangelista Mateusz poczuł się w obowiązku to podkreślić (Mt 2,6): „A ty, Betlejem,
 
ziemio Judy, nie jesteś zgoła najlichsze spośród miast Judy”. Nawiązanie do tego, co Bóg nakazał prorokom Starego Testamentu. Od dwóch tysięcy lat ta historia porusza serca: małżeństwo, Józef i Maryja, którzy znaleźli schronienie jedynie w stajence, u ubogich ludzi. W tej niepozornej stajni z wołem i osłem, w ciszy nocy rozgrywa się największe wydarzenie w historii ludzkości: Bóg staje się człowiekiem. Spełnia swoją obietnicę, swoje wielowiekowe zobowiązania. Miłość, która nie cofa się przed niczym, gotowa dzielić się wszystkim, co ludzkie. Miłość, widoczna w tym nowo narodzonym dziecku.
 
Kilka lat temu, w okresie Bożego Narodzenia, odwiedziłem wspaniałą katedrę protestancką w Berlinie. Szczególnie zachwyciła mnie szopka. Była celowo minimalistyczna: niemal naturalnej wielkości drewniane figury stały na kremowej powierzchni na równie prostym tle. Widoczna była tylko Święta Rodzina, wół i osioł; Trzej Królowie byli jeszcze daleko, wysoko w galerii. Dziecię było spowite jasnym światłem, jakby blask gwiazdy padał na nie bezpośrednio. Nic nie rozpraszało wzroku. Stojąc przed żłobkiem, człowiek był wciągany w tę scenę, w cud Wcielenia… Cicha Noc, Święta Noc!
 
W tym roku jeden z moich ulubionych hymnów, „Maria durch einen Dornwald ging” (Maryja szła przez ciernisty las), bardzo często towarzyszył mi podczas celebracji Mszy Świętej.
 
„Gdy dziecię niesiono przez las, ciernie zrodziły róże”.
 
Ten wers z ostatniej zwrotki, w szczególności, nie tylko towarzyszył mi przez cały Adwent, ale także zaprzątał moją uwagę. Maryja spieszy – będąc w ciąży – do swojej kuzynki Elżbiety, która wbrew wszelkiej nadziei i biologicznym oczekiwaniom również spodziewa się dziecka. Dwoje dzieci, które będą zwiastunami nadziei. I idzie przez las, w którym życie zdaje się zanikać, który od lat nie rozkwitał, który usechł. Sama obecność nienarodzonego dziecka sprawia, że ​​ten las natychmiast rozkwita. Ten cud nie tylko przypomina nam cud róż naszej patronki, Elżbiety, ale jest po prostu cudownym obrazem. Czasami także dla naszego (duchowego) życia.
 
Często jesteśmy zabiegani, zabiegani – nie tylko w Adwencie, „najcichszym” okresie roku. Staramy się wypełniać różnorodne role, żyjąc bardziej niż sami żyjemy. Pośród całego zgiełku, spotkań i narad, nasza wiara czasem grozi zanikiem, ponieważ nie znajdujemy już czasu na spotkanie z Nim i na modlitwę. Nawet gdy się staramy, rzadko znajdujemy spokój; natłok wrażeń często uniemożliwia nam usłyszenie Jego cichego wołania. A jednak tak bardzo potrzebujemy tego „jestem z wami” w świecie, który staje się coraz zimniejszy i bardziej egoistyczny. Ja również zdaję sobie sprawę, jak ważne jest, by zwracać większą uwagę na ciszę i modlitwę.
 
Mam nadzieję, że zachowamy tęsknotę za Jego bliskością i obecnością w naszym życiu, nie teoretyczną, lecz namacalnie doświadczaną. W tym jesteśmy postaciami Adwentu, radośnie oczekującymi Jego przyjścia. Kiedy ten Bóg stanie się częścią naszej rzeczywistości, kiedy uda nam się pozwolić, by nasze serca stały się żłobkiem, aby ten Bóg mógł zagościć w stajence naszego życia, wtedy rozkwitniemy jak ciernie w pieśni. Wtedy sami staniemy się nosicielami Chrystusa, którego życie rozkwita. Kiedy nosimy Chrystusa w sobie, całkiem naturalnie, wtedy nie tylko uświadomimy sobie naszą godność i odkupienie, ale także poczujemy, że jesteśmy głęboko objęci miłością Boga, której tak wyjątkowo doświadczamy w tym Dzieciątku w żłobie. Odpoczywając w Bogu i przepełnieni Jego miłością, sami będziemy coraz bardziej pielgrzymami nadziei, będziemy świadkami tego, co nas wypełnia, będziemy coraz bardziej rozwijać naszą łaskę chrztu i żyć zgodnie z naszym powołaniem.
Boże Narodzenie nie usuwa trudności z naszego życia, nie chroni nas przed bólem i cierpieniem, a przede wszystkim nie oszczędza nam chwil Wielkiego Piątku. Nie usuwa wojny i przemocy. Nawet w tę jedną, najświętszą z nocy, ziemia nie napełni się pokojem głoszonym przez aniołów. Ale Boże Narodzenie poszerza nasze spojrzenie, naszą perspektywę. Boże Narodzenie to święto nadziei, która jest czymś więcej niż optymizmem, że wszystko jakoś się ułoży. Nadzieja Bożego Narodzenia sięga dalej, ponieważ wykracza poza to, co ziemskie, a nawet doczesne. Nadzieja, która nabrała kształtu i pojawiła się w tym Dzieciątku w betlejemskiej stajence, sięga w wieczność, jeszcze głębiej w boskość. To Dziecko jest dowodem na to, że Bóg spełnia swoją obietnicę nie tylko wtedy, 2000 lat temu, ale także dziś, tu i teraz… I że spełnia ją również we mnie!
 
Miniony rok został ogłoszony Rokiem Świętym przez zmarłego papieża Franciszka, a tematem przewodnim była nadzieja. Miliony ludzi podążały do ​​grobów Apostołów w Rzymie, aby się modlić i zaznać otuchy, pocieszenia i na nowo pokrzepienia słowami Ojca Świętego. Przechodząc przez Drzwi Święte, wielu na nowo zawierzało swoje życie i wiarę Bożemu miłosierdziu. Umocnieni w wierze i przepełnieni Bożą miłością, powracali do ludzi i powierzonych im obowiązków.
 
Zakon Krzyżacki również dotarł do Rzymu. Były to dni spełnienia, ale także dni ciszy, modlitwy i świadomego przybycia. Przeszliśmy przez Drzwi Święte – nie tylko po to, by wejść do wspaniałych kościołów, ale by stanąć przed Bogiem i poszerzyć naszą perspektywę ku wieczności. Jestem wdzięczny za te cenne dni wspólnoty z braćmi, siostrami i członkami Zakonu. Serdecznie zapraszam Was do ponownego wyruszenia w tę pielgrzymkę w nadchodzącym Roku Świętym 2033, do dołączenia do pielgrzymów i stania się częścią jednego Ciała, jakim jest Kościół.
 
Miniony rok upłynął pod znakiem, z jednej strony, zakończenia wdrażania zmian strukturalnych w Zakonie. Wielokrotnie wyrażałem już radość z przemyślanego i braterskiego przebiegu tego procesu, który zakończył się decyzjami podjętymi w szerokim konsensusie. Miniony rok pokazał również, że nowa struktura nie jest w stanie sprostać wszystkim wyzwaniom, a wręcz stworzyła nowe i nie została jeszcze w pełni zaakceptowana przez niektórych. Nie było to jednak całkowicie zaskakujące, ponieważ innowacje zawsze wymagają okresu adaptacji i akceptacji. Na szczęście zmiany są postrzegane jako coś bardzo pozytywnego, wręcz ulgę i źródło wsparcia. Dziękuję wszystkim, którzy konstruktywnie przyczynili się do realizacji tych kroków.
 
Z drugiej strony, rok upłynął pod znakiem przygotowań do Kapituły Generalnej w 2026 roku, które po raz kolejny stawiają przede mną i moim zespołem wysokie wymagania. Dzięki intensywnej pracy Komisji Prawa Właściwego, moderowanej przez o. Ewalda Volggera, wdrożone już zmiany strukturalne zostały również uwzględnione w regulaminie i statutach. Mam nadzieję i przekonanie, że członkowie Kapituły Generalnej nie tylko docenią znaczący wkład pracy członków komisji, ale także znajdą solidną podstawę do dyskusji i podejmowania decyzji w przedstawionych dokumentach. Ponieważ struktura została już zatwierdzona przez Stolicę Apostolską, a kluczowe punkty rewizji reguł i statutów zostały omówione z Dykasterią, jestem również optymistą, że zatwierdzenie przez Rzym zostanie udzielone wkrótce po przyjęciu przez Kapitułę Generalną.
 
Aspekty takie jak intensywne studium duchowości Zakonu i analiza historii XIX i XX wieku będą nadal zajmować nas w nadchodzącym roku. Na wiosnę 2027 roku ponownie planujemy dni duchowej wspólnoty w Pasawie. Ciągłym wyzwaniem jest komunikacja. Przede wszystkim musimy ze sobą rozmawiać o wiele więcej, nie tylko o sprawach oficjalnych i organizacyjnych, ale także o osobistych motywacjach i emocjach.
 
Kolejnym zadaniem, jakie widzę w nadchodzącym roku, jest selekcja i formacja kandydatów i nowych członków. Chciałbym, aby istniały obowiązkowe (online) moduły przed objęciem funkcji, bardziej dogłębna analiza przepisów wykonawczych do statutów członków oraz utworzenie regionalnych grup modlitewnych.
 
Wiele rzeczy w tym roku napawa mnie wdzięcznością. Poświęcenie tak wielu osób naszemu zakonowi i powierzonym nam osobom, wykraczające daleko poza samą rodzinę zakonną, wykracza daleko poza ramy samej rodziny zakonnej. Zaangażowanie, jakie każdego dnia okazuje personel naszych instytucji, jest konkretnym ucieleśnieniem „pomocy i uzdrowienia”, w którym miłość Boga staje się namacalna. Z wdzięcznością i radością zauważam również rosnące zaangażowanie naszych członków w działalność społeczną i charytatywną. Komandoria „Ad Brentesiam” w Padwie jest tego wspaniałym przykładem. Raz jeszcze jestem wdzięczny za liczne spotkania i rozmowy, które nieustannie przypominają mi, jak wiele dobra się czyni i jak wiele dobrej woli istnieje.
 
„Co Maryja nosiła pod sercem, małe dziecko bez bólu,
to Maryja nosiła pod sercem” –
 
jak mówi pieśń wspomniana na początku. Dopiero gdy zdołamy całkowicie się od tego uwolnić, tak głęboko zaufać i uwierzyć, że to, co Anioł Ślązak napisał w XVII wieku – „O, gdyby serce twoje mogło stać się żłobkiem, Bóg znów byłby dzieckiem na tej ziemi” – stanie się rzeczywistością w naszym życiu, dopiero wtedy Boże Narodzenie będzie czymś więcej niż tylko migoczącymi światłami i nadmiarem jedzenia. Znajdźmy na to czas, napełnijmy się pokojem, który aniołowie głosili na betlejemskich polach, i dajmy się porwać cudownej atmosferze Świętej Nocy, tak bogatej w wspomnienia z dzieciństwa. Nocy, w której nie musimy być silni, lecz możemy być słabi – bo sam Bóg przyszedł na ten świat słaby i mały, dla naszego dobra i dla naszego zbawienia.
 
W tym duchu, za wstawiennictwem Matki Bożej z Domu Niemieckiego w Jerozolimie, proszę o Boże błogosławieństwo na radosne i błogosławione Boże Narodzenie oraz na Nowy Rok 2026. Niech będzie to rok pełen spokoju, zdrowia i radosnych spotkań.
 
Z serdecznymi pozdrowieniami i modlitwą
 
Frank Bayard OT
Wielki mistrz
 

25 grudnia

Święto Bożego Narodzenia
 
___________ † ___________
Nekrologium:
1866: Sr. Anna Stocker, Lana (I/Südtirol)
1907: Sr. Valeriana Hoppe, Troppau/Opava (CZ)
1918: Sr. Angela Schmittner, Lana (I/Südtirol) 
1919: Sr. Euphemia Sanytr, Troppau/Opava (CZ)
1920: Sr. Charitas Corazza, Lana (I/Südtirol) 
1930: Sr. Athanasia Sochatius, Troppau/Opava (CZ); Sr. Theophila Kunz, Troppau/Opava (CZ) 
1945: Sr. Luzia Wiedenhofer, Unterinn (I/Südtirol)
1952: P. Odilo Amplatz, Pfarrer, Gargazon (I/Südtirol)
1954: P. Willibald Helfert, Kurat, Graz (A)
1957: Sr. Lucina Hübsch, Jiřetín/Georgendorf (CZ)
1989: Cfr. Franz Xaver Kufner, Dompfarrer, Passau (D)
1992: Sr. Stefana Förg, Bad Mergentheim (D)
 
 

24 grudnia

Wigilia Narodzenia Pańskiego
 
___________ † ___________
Nekrologium:
1865: Kreszenz Gamper, Kandidatin, Lana (I/Südtirol)
1902:  Eduard Jielg, Balleipriester, Pfarrer, Freudenthal/Bruntál (CZ) 
1969: Sr. Adula Weiser, Bad Mergentheim (D)
1970: Sr. Hildegard Rungger, Friesach (A)
1983: Sr. Bernadetta Augschöll, Sarnthein (I/Südtirol)
1990: Cfr. Herbert Viehmann, Stuttgart (D)
2001: Cfr. Dr. Josef Knoll, Brixen (I/Südtirol)
 
 
 
  
 

23 grudnia

Wtorek 4. tygodnia Adwentu
 
Wspomnienie dowolne Św. Jana z Kęt (Kantego)
 
Jan urodził się 24 czerwca 1390 r. w Kętach (ok. 30 km od Oświęcimia). Do naszych czasów przetrwało ok. 60 dokumentów z jego autografem, stąd wiemy, że podpisywał się najczęściej po łacinie jako Jan z Kęt (Johannes de Kanti, Johannes de Kanty, Johannes Kanti i Joannes Canthy). Po ukończeniu szkoły w Kętach, która musiała stać na wysokim poziomie, zapisał się w 1413 r. na Uniwersytet Jagielloński (miał wówczas już 23 lata). Studia przebiegały pomyślnie, o czym świadczą daty osiąganych stopni naukowych. Najpierw studiował nauki wyzwolone na wydziale artium, gdzie głównym wykładanym przedmiotem była filozofia Arystotelesa. Tu uzyskał w 1415 roku stopień bakałarza, a trzy lata później w styczniu 1418 roku został magistrem filozofii. Objął wówczas funkcję wykładowcy. Stanowisko to było wówczas bezpłatne. Dlatego na swoje utrzymanie Jan zarabiał prywatnymi lekcjami i pomocą duszpasterską jako kapłan (nie znamy dokładnej daty ani miejsca święceń kapłańskich, ale musiało to być między 1418 a 1421 rokiem).
W 1421 r. na prośbę bożogrobców z Miechowa Akademia Krakowska wysłała Jana Kantego w charakterze kierownika do tamtejszej szkoły klasztornej. Spędził tam osiem lat (1421-1429). Zadaniem szkoły było przede wszystkim kształcenie kleryków zakonnych. Wolny czas Jan spędzał na przepisywaniu rękopisów, które były mu potrzebne do wykładów. Wśród zachowanych kopii są pisma Ojców Kościoła, św. Augustyna, św. Tomasza, a także Arystotelesa. W Miechowie Jan Kanty pełnił równocześnie obowiązki kaznodziei przy kościele klasztornym. Musiał również interesować się w pewnej mierze muzyką, gdyż odnaleziono drobne fragmenty zapisów pieśni dwugłosowych, skreślonych jego ręką.
W roku 1429 zwolniło się miejsce w jednym z kolegiów Akademii Krakowskiej. Przyjaciele natychmiast zawiadomili o tym Jana i sprowadzili go do Krakowa. Kolegium dawało pewną stabilizację - zapewniało bowiem utrzymanie i mieszkanie. Profesorowie w kolegiach mieszkali razem i wiedli życie na wzór zakonny. W początkach Uniwersytetu tych kolegiów było niewiele i były bardzo małe. Dlatego niełatwo było w nich o miejsce.
Gdy tylko Jan wrócił do Krakowa, objął wykłady na wydziale filozoficznym. Równocześnie jednak zaczął studiować teologię (miał wówczas już ok. 40 lat). Jednocześnie jako profesor wykładał traktaty, które przypadły mu - ówczesnym zwyczajem - przez losowanie. Z nielicznych zapisków wiemy, że komentował logikę, potem fizykę i ekonomię Arystotelesa. Na tym wydziale piastował także urząd dziekański w półroczach zimowych: 1432/1433, 1437/1438 oraz w półroczu letnim 1438. Od roku 1434 sprawował także urząd rektora Kolegium Większego.
W roku 1439 zdobył tytuł bakałarza z teologii. Pod kierunkiem swojego mistrza studiował Pismo święte, potem cztery księgi Piotra Lombarda, wreszcie teologię ścisłą. Co pewien czas trzeba było zdawać egzaminy, brać udział w dysputach, mówić kazania i prowadzić ćwiczenia. Ponieważ Jan był równocześnie profesorem filozofii, dziekanem i rektorem Kolegium Większego, nie dziw, że jego studia teologiczne wydłużyły się aż do 13 lat. Dopiero w roku 1443 uzyskał tytuł magistra teologii, który był wówczas jednoznaczny z doktoratem.
W roku 1439 został kanonikiem i kantorem kapituły św. Floriana w Krakowie oraz proboszczem w Olkuszu. Nie był jednak w stanie pogodzić obowiązków duszpasterskich i uniwersyteckich. Po kilku miesiącach zrzekł się probostwa w Olkuszu. Hagiografowie zgodnie podkreślają, że beż żalu zrezygnował ze sporych dochodów. Fakt, że został wybrany na kantora, świadczy, że musiał znać się na muzyce. Urząd ten nakładał bowiem obowiązek opieki nad muzyką i śpiewem liturgicznym.
Po uzyskaniu stopnia magistra (mistrza) teologii w roku 1443 Jan Kanty poświęcił się do końca życia wykładom z tej dziedziny. Pośród tych rozlicznych zajęć Jan znajdował jeszcze czas na przepisywanie manuskryptów. Jego rękopisy liczą łącznie ponad 18 000 stron. Biblioteka Jagiellońska przechowuje je w 15 grubych tomach. Część z nich znajduje się w Bibliotece Watykańskiej. Własnoręcznie przepisał 26 kodeksów. Zapewne sprzedawał je nie tyle na swoje utrzymanie, gdyż miał je wystarczające, ile raczej na dzieła miłosierdzia i na pielgrzymki. Jest rzeczą pewną, że w roku 1450 udał się do Rzymu, aby uczestniczyć w roku świętym i uzyskać odpust jubileuszowy. Prawdopodobnie do Rzymu pielgrzymował więcej razy, aby w ten sposób okazać swoje przywiązanie do Kościoła i uzyskać odpusty. Dyskusyjna jest natomiast pielgrzymka do Ziemi Świętej, o której piszą niektórzy biografowie. Niewykluczone, że Jan Kanty pielgrzymował nie do grobu świętego, ale do jego kopii w miechowskim kościele bożogrobców.
Był człowiekiem żywej wiary i głębokiej pobożności. Słynął z wielkiego miłosierdzia. Nie mogąc zaradzić nędzy, wyzbył się nawet własnego odzienia i obuwia. Wielokrotne dzielił się posiłkiem z biednymi. Legenda mówi, że zdarzało się, iż wiktuały dane potrzebującemu bliźniemu w cudowny sposób odnawiały się na talerzu Jana. Będąc rektorem Akademii, zapoczątkował tradycję odkładania ze stołu profesorów części pożywienia codziennie dla jednego biednego. Dbał także o ubogich studentów, których wspomagał z własnych, skromnych zasobów. Przez całe życie nie zaniechał działalności duszpasterskiej. Wiemy, że krzewił kult eucharystyczny i zachęcał do częstego przyjmowania Komunii świętej, a wiele czasu poświęcał pracy w konfesjonale.
Pomimo bardzo pracowitego i pokutnego życia, jakie Jan prowadził, dożył 83 lat. Zmarł w Krakowie 24 grudnia 1473 r. Istniało tak powszechne przekonanie o jego świętości, że od razu pochowano go w kościele św. Anny pod amboną. W 1621 r. synod biskupów w Piotrkowie wniósł prośbę do Stolicy Apostolskiej o rozpoczęcie procesu kanonicznego. Prace przygotowawcze rozpoczęto w roku 1628. W roku 1625 napisano życiorys Jana. Dla kanonizacji przygotowano jeszcze jeden żywot, według schematu przysłanego kwestionariusza. Beatyfikacja nastąpiła 27 września 1680 r. Dokonał jej papież bł. Innocenty XI. Kanonizacji - łącznie ze św. Józefem Kalasantym - dokonał Klemens XIII 16 lipca 1767 r.
Kult św. Jana Kantego jest do dnia dzisiejszego żywy. Jest on bowiem czczony przede wszystkim jako patron uczącej się i studiującej młodzieży. Poświęcił jej przecież prawie całe swoje życie, aż 55 lat profesury. Jest także patronem Polski, archidiecezji krakowskiej i Krakowa; profesorów, szkół katolickich i "Caritasu".
Źródło: brewiarz.pl
___________ † ___________
Nekrologium:
1834: Kamill Nepomuk Christoph Fidel Tulliers Graf von Froberg-Vauffrey, Ordensritter, Altshausen (D)
1904: Sr. Euphemia Häntschel, Freudenthal/Bruntál (CZ)
1914:  Sr. Renata Larch, Troppau/Opava (CZ)
1944:  Sr. Daria Schüch, Freudenthal/Bruntál (CZ)
1999:  Sr. Philiberta Hoschek, Passau (D)
 
 
 
 
 

22 grudnia

Poniedziałek w 4. tygodniu Adwentu
 
___________ † ___________
Nekrologium:
1908: Sr. Stefana Plattner, Lana (I/Südtirol)
1929: Sr. Alkantara Spitzer, Freudenthal/Bruntál (CZ)
1930: Sr. Cassiana Camek, Freudenthal/Bruntál (CZ)
1960:  „Glaubenszeuge“ P. Christoph Haser, Kurat, Lana (I/Südtirol)
1962: Cfr. Dr. Oswald Günther, Abensberg (D)
1981:  Sr. Siegberta Kalužová, Chrastava/Kratzau (CZ) 
2002: Cfr. Dr. Josef Dimpfl, Cham (D)
 
 
 

21 grudnia

4. Niedziela Adwentu
 
___________ † ___________
Nekrologium:
1900: Sr. Imelda Haller, Lana (I/Südtirol)
1911: Sr. Mechthild Urban, Langendorf/Dlouhá Loučka (CZ)
1925: Sr. Elvira Holly, Friesach (A)
1961:  Cfr. Rudolf Anton Freiherr von Becke, Duisburg (D) 
1967: „Glaubenszeugin“ Sr. Remigia Axmann, Oberin, Provinzvikarin, Jiřetín/Georgendorf (CZ)
1978: Sr. Martina Klos, Passau (D)
1981:  Sr. Arnolda Nevřelová, Chrastava/Kratzau (CZ)
2016:  Sr. Zita Wondratsch, Passau (D)
 
Kalendarium:
1196: Papież Celestyn III definitywnie zatwierdza Zakon Krzyżacki.
1219: Fryderyk II przyznaje Zakonowi Krzyżackiemu kościół św. Leonarda w Passeier.
1917: Arcyksiążę Eugeniusz ogłasza klasztor w Laibach (Lublanie) niezależnym i autonomicznym, powierzając mu opiekę duszpasterską nad parafiami w Krainie/Bela Krajna i Dolnej Styrii. 21 lutego 1918 roku bracia wybrali ojca Bernarda Polaka na pierwszego przeora klasztoru księży w Laibach (Lublanie).