Czytając Regułę [1]

W dniu 11 lipca obchodziliśmy Święto św. Benedykta z Nurski, patrona Europy, ale przede wszystkim autora Reguły, która, jak się uważa, stała się podstawą reguł wszystkich zakonów zachodniego chrześcijaństwa. Reguła ta jest do dziś analizowana na wiele sposobów, a odkrywane konteksty i treści, zaskakująco aktualne do dziś, ukazują uniwersalność utworu. Jest on swoistym podręcznikiem życia nie tylko dla zakonów proweniencji benedyktyńskiej, oblatów, ale także dla wielu duchownych i świeckich. Można stwierdzić, że Reguła św. Benedykta wciąż inspiruje. 

Bracia i siostry Zakonu Krzyżackiego także żyją według Reguły. Różni się ona od pierwotnej, powstałej w XIII w.  i odnoszącej się do warunków Ziemi Świętej.  Na ogół znamy właśnie ten dokument, przetłumaczony na język polski przez dr. hab. Janusza Trupindę. Publikacja została opatrzona obszernym komentarzem historycznym

Miłosierny Samarytanin (ze szpitalem polowym w Akce i Domem Niemieckim w Jerozolimie), 2108, Ukraiński Uniwersytet katolicki we Lwowie

ułatwiającym jej zrozumienie. Nie ma zatem potrzeby omawiania jej w tym miejscu. Warto za to przybliżyć współczesne reguły (braci i sióstr), będące wykładnią życia dla członków Zakonu Krzyżackiego, w wszystkim jego sympatykom dostarczyć dodatkowych informacji o działalności zgromadzenia. Rozpoczniemy od Prologu.

Prolog, 1

Zakon Krzyżacki ma swój początek w Ziemi Świętej. W roku 1190 mieszczanie z Bremy i Lubeki założyli przy obleganej  Akkce szpital polowy, aby opiekować się chorymi i rannymi krzyżowcami. Jako najwłaściwszą nazwę dla siebie, wybrali oni „Szpital Niemiecki Świętej Marii w Jerozolimie”, licząc na to, że będą mogli swoja główną siedzibę założyć w świętym mieście Jerozolimie. Papież Klemens III w dniu 6 lutego 1191 roku objął nowe bractwo papieską opieką.  Bractwo szpitalne nazwało się później „Braćmi Domu Niemieckiego Najświętszej Marii Panny w Jerozolimie”. Ich ideałem była pomoc pielgrzymom i służba potrzebującym ludziom oparta na bezinteresownej miłości zgodnie z wolą Chrystusa.

 

Zakon Krzyżacki, znany dziś głównie jako zakon rycerski powstał jako bractwo szpitalne. To był jego podstawowy charyzmat, do którego powrócił dopiero w XX w. Wcześniej szpitalnictwo zakonne zdominowane było przez działalność militarną. Cały czas Krzyżacy tworzyli infirmerie w swoich zamkach, a w miastach prowadzili szpitale. Działalność szpitalną koordynować miał specjalny urzędnik zwany szpitalnikiem, który pojawił się w źródłach  na początku XIII w. Było to urząd analogiczny, jaki posiadali joannici (templariusze nie posiadali szpitalnika). W czasie gdy dom główny znajdował się w Akce oraz Wenecji wielki szpitalnik przebywał w nim, w otoczeniu wielkiego mistrza. Dopiero w Prusach, a dokładnie w 1314 r. Połączono ten urząd centralny z terytorialnym - wielki szpitalnik był jednocześnie komturem elbląskim. Po 1466 r. siedzibą tegoż urzędnika był Pokarmin (dziś Uszakowo w Obwodzie kaliningradzkim), a następnie Ostróda. Był to jednak urząd raczej honorowy i nie oznaczał nadzoru nad wszystkimi infirmeriami i szpitalami zakonnymi. W każdym krzyżackim konwencie znajdował się szpitalnik zarządzającym sektorem szpitalnym. W okresie nowożytnym Zakon Krzyżacki często odwoływał się do swoich szpitalnych początków, ale urzędu szpitalnika już nie było i do dziś nie ma. 

Prolog podkreśla bardzo rolę papieża Klemensa III (1187-1191). Można mniemać, że dzięki niemu nowe bractwo szpitalne przetrwało po śmierci swoich protektorów: Ludwika, margrabiego Turyngii (zginął 16 X 1190 r.) i  księcia Fryderyka Szwabskiego (20 I 1191 r.). Drugim dobrodziejem niemieckiego bractwa szpitalnego był cesarz Henryka VI (1190-1197), który także wziął je pod opiekę. 

Przywołanie w Prologu pierwotnego charyzmatu Zakonu, opieki nad biednymi, chorymi i potrzebującymi jest wyraźnym wskazaniem dzisiejszych zadań zgromadzenia. Mówi o tym wyraźnie także ikona zamieszczona na okładce najnowszego wydania Reguł i Statutów (Ordensbuch).

 

Idziemy na Camino


Lato jest okresem wypoczynku, ale także pielgrzymek. Od okresu średniowiecza największym prestiżem cieszy się pielgrzymka do grobu św. Jakuba Starszego w Santiago de Compostela. Jest to  też trasa najtrudniejsza, stanowiąca największe wyzwanie dla pielgrzymów. Początki wędrowania trasą św. Jakuba sięgają IX w. Warto wiedzieć, że ze względu na swoje walory kulturowe, historyczne i duchowe „Droga św. Jakuba” została wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO. Przez Polskę przebiega 26 dróg liczących ponad 6000 km. 

Miło nam zakomunikować, że w drogę ruszył ks. Andre Schmeier, pracujący w Olsztynie. Jego historię  i motywację do ruszania na Camino poznać może wysłuchując materiału nagranego w Lednicy.

Nie zostało tam wspomniane, że ks. Andre jest familiarem Zakonu Krzyżackiego. Jego pielgrzymkę traktujemy więc jako własną i będziemy mu towarzyszyć w pokonywaniu trudów dalekiej drogi z Olsztyna do Composteli. 

Bieżące informacje prezentować będziemy na naszym profilu w serwisie Feacebook.

 

 

Relikwiarz św. Doroty

Czyżby znaleziono doczesne szczątki św. Doroty z Mątowów, których szukano w katedrze kwidzyńskiej już od czasów nowożytnych? Skoro jest relikwiarz to …

 Metalowa skrzyneczka o wymiarach 7 x 16 x 8,5 cm jest jednym z ciekawszych przedmiotów

 

związanych z kultem tej Świętej (w polskim Kościele błogosławionej). Jest bardzo skromna, oszczędnie zdobiona. Wnętrze podzielone jest na pięć komór. W czterech mniejszych umieszczono fragmenty muru ceglanego oraz zaprawy, a w centralnej pismo potwierdzające autentyczność relikwii.  Jest to bowiem relikwiarz, który nie zawiera kości Doroty, a jedynie fragment jej domniemanego rekluzorium.  Powstał w 1637 r., kiedy niepowodzeniem zakończyły się poszukiwania szczątków mistyczki. Szukano, bo chciano odnowić kult Doroty, a może także dokończyć proces kanonizacyjny, który rozpoczęty w średniowieczu nigdy nie została sfinalizowany. 

Cząstki rekluzorium zostały umieszczone w drewnianej skrzyneczce i umieszczone w ołtarzu św. Rozalii w kościele św. Jana Chrzciciela i św. Jana Ewangelisty w Toruniu. To w tym ołtarzu znajdował się obraz przedstawiające św. Rozalię w asyście św. Doroty i bł. Juty z Chełmży. Relikwiarz przechowywany był w zakrystii, gdzie został ponownie odnaleziony w 2020 r. Będzie można go zobaczyć w dniach 24-25 czerwca w Zamku w Kwidzynie, oddziale Muzeum Zamkowego w Malborku, gdzie odbędzie się kolejne Sympozjum Dorotańskie. O nim następnym razem.    

 
 

Gest arcyksięcia Eugena

Koniec I wojny światowej przyniósł nie tylko zmiany polityczne w Europie, ale także odbił się na historii Zakonu Krzyżackiego. Upadła monarchia habsburska, z którą Zakon związany był osobą wielkiego mistrza, arcyksięcia Eugena Habsburga. Ten wykazał się dużą troską o dalsze losy zgromadzenia, którym kierował prawie 30 lat. W kwietniu 1923 r. zwrócił się do Stolicy Apostolskiej z prośbą o zgodę na swoją rezygnację. Jego zdaniem sytuacja zakonu w krajach powstałych na bazie dawnego państwa austro-węgierskiego była trudna, a związanie z domem

 

Habsburgów mogło nastręczać wiele problemów. Poza tym zakon trzeba było reorganizować - to nie był już czas zakonów rycerskich. Wielki mistrz zrezygnował z urzędu 30 kwietnia 1923 r.  i  21 maja przekazał go biskupowi Brna, dr. Norbertowi Kleinowi. Tym samym wielkim mistrzem został ksiądz, a to otworzyło drogę do przekształcenia Zakonu Krzyżackiego z zakonu rycerskiego w duchowny. W dniu  22 kwietnia 1923 r. wielki mistrz Eugen pisał z Bazylei: 

Poprzez moc nieuniknionych wydarzeń zmuszony zostałem do opuszczenia ziemi moich ojców! Z dala od mojego ukochanego Zakonu, moją nieustanną troską było zapewnienie jego istnienia i przetrwania. Do tej pory można było przebrnąć przez wszystkie niebezpieczeństwa tamtych czasów bez umniejszania istoty zgromadzenia.  Teraz otwiera się przed nami perspektywa przyszłości – mamy nadzieję – godnej wielkiej przeszłości! Aby nie narazić na szwank dokonań długiej walki o prawość przez osobę wielkiego i niemieckiego mistrza, powiadomiłem Stolicę Apostolską o zamiarze poświęcenia mojej osoby dla wyższych interesów zakonu. Ojciec Święty przyjął tę ofiarę w mądrym uznaniu. […] każdemu należą się moje najszczersze, najgorętsze podziękowania – ostatnie wielkie życzenie brzmi: zachować wielkie, wiecznie nowe idee, które okrywają nasz zakon nieśmiertelną chwałą i prowadzą go nieustannie odmładzanego przez wszystkie udręki i przeciwności czasu, w harmonijnej pracy i prawdziwym religijnym duchu. 

 

Pielęgnowana przyjaźń i przeżywana duchowość

 

Kieruje austriacką komturią „An Eins und Salzach”, jest referentem ds. pytań związanych  z Zakonem i prawem kościelnym oraz działającej przy urzędzie wielkiego mistrza Komisji Prawnej Zakonu Krzyżackiego. Aktywny i zaangażowany, a jednocześnie uczynny i zawsze uśmiechnięty. Poznajmy Dr. Johannesa Mühllechnera FamOT.

- Jaka była Pana droga do Zakonu. Kiedy zetknął się Pan z nim?

Z Zakonem zetknąłem się w czasie moich studiów w Wiedniu w latach osiemdziesiątych XX w. Moja korporacja studencka uczestniczyła regularnie w mszach św.

Dr Johannes Mühllechner FamOT (z prawej)

odprawianych w krzyżackim kościele św. Elżbiety. Poznałem wtedy nieodżałowanej pamięci Ojca dr. Bernharda Demela. Wkrótce  zostałem zaproponowany jako kandydat do Instytutu Familiarów i w 2007 r. odbyłem pierwszą rozmowę na ten temat z Ojcem prof. Ewaldem Volggerem. Zostałem pozytywnie oceniony i stałem się członkiem baliwatu austriackiego. Czuję się w tej wspólnocie bardzo dobrze, znalazłem tam duchową ojczyznę. Szczególny wpływ na mnie wywarła charyzmatyczna postać Ojca Ewalda. Przez niego Zakon stał się dla mnie jeszcze bardziej interesujący.

- Jest Pan znany z tego, że przed inwestyturą przeczytał Pan wszystkie wydania czasopisma „Deutscher Orden” (wydawane od 1971 r.)?

Zgadza się. Była zawsze człowiekiem zainteresowanym historią. Wciąż przeglądam stare numery tego czasopisma. Poznałbym chętnie wielkiego mistrza, dr. Mariana Tumlera, który musiał być niesamowitą postacią. Także chętnie uczestniczyłbym w pielgrzymce do Rzymu i audiencji o ojca św. Jana Pawła II. 

- W Zakonie Krzyżackim jest Pan referentem ds. pytań dotyczących Zakonu i prawa kościelnego. Jakie konkretnie zadania Pan wykonuje?

Nie pracuję w sposób ciągły, lecz otrzymuję zlecenia od najczcigodniejszego wielkiego mistrza, które staram się opracowywać  jak najlepiej. Są takie fazy, kiedy jest wiele pracy, ale i takie, kiedy tygodniami nic się nie dzieje. Praca jest naturalnie wykonywana honorowo i traktuję ją jako wypełnienie mojego powołania jako Familiara.

- Jest Pan także członkiem Komisji Prawnej Zakonu Krzyżackiego. Nad czym teraz pracujecie?

Praca w tej Komisji daje mi wiele satysfakcji. Jest bardzo intensywna. Pracujemy na zlecenie wielkiego mistrza i aktualnie przygotowujemy zmiany prawne na następną kapitułę generalną, które wpłyną na Zakon w przyszłości.

- Komturia „Ann Eins und Salzach” obejmuje dziś diecezje Linz i Saqlzburg. Mógłby Pan przedstawić nam krótko jej historię? 

Komturia powstała już w 1713 r. w Linzu, która funkcjonowała do 1796 r. Powstał wtedy przepiękny barokowy kościół krzyżacki, gdzie dziś znajduje się biskupie seminarium duchowne. Od 2009 r. staraliśmy się powołać na nowo komturię w Linzu, co udało się 26 maja  2013 r. przy wsparciu wielkiego mistrza dr. Bruno Plattera OT i mistrza baliwatu dr. Paula Drobeca.  Komturia liczy aktualnie 32 członków i trzech kandydatów. 

- Jak wygląda życie codzienne komturii? 

Spotykamy się regularnie, co miesiąc w budynku dzisiejszego biskupiego seminarium duchownego. Frekwencja jest bardzo wysoka - 70-80%.Bardzo duży wpływ na działalność ma Ojciec prof. Ewald Volgger, któremu bardzo za to jestem wdzięczny. Dziękuję także mojej żonie Sabinie, która wspiera mnie zawsze w podejmowanie różnych aktywności w Zakonie. Jest wdzięczny Bogu, że mogę częścią rodziny krzyżackiej. Vivat, crescit, floreat ordo teutonico ad multos annos!

(Wywiad przeprowadził Ojciec Jakub Jirovec OT w numerze 3-2021 czasopisma „Deutscher Orden”)

 

Jeszcze o grunwaldzkiej chorągwi św. Jerzego

Uważny czytelnik dostrzegł z pewnością, że chorągiew z „Banderii Pruthenorum” jest odwrotna do klasycznej chorągwi św. Jerzego. Co więcej w tekście swojego sztandarowego dzieła „Roczników”, w opisie  chorągwi zdobytych pod Grunwaldem Jan Długosz wspomina, że był to czerwony krzyż na białym tle. O co w takim razie chodzi? 

Sprawa jest dość tajemnicza. Pod Grunwaldem pod chorągwią z białym krzyżem w czerwonym polu walczyli  czescy i morawscy najemnicy, ale po … stronie polsko-litewskiej.  Czy kronikarz mógł się tak pomylić? 

Trzeba tu wyjaśnić, że „Banderia Pruthenorum” jest dziełem niejednolitym i nieskończonym. Zachowany w Bibliotece Jagiellońskiej rękopis zawiera 57 odwzorowań 56 chorągwi, które powstały w dwóch zasadniczych fazach:

- Faza I, kiedy 47 wizerunków 46 chorągwi zostało namalowanych przez Stanisława Durinka do 1448 r.;

- Faza II, kiedy domalowano 10 wizerunków chorągwi łączonych z bitwą pod Grunwaldem

Nasza chorągiew należy do fazy drugiej, którą łączyć można chronologicznie z wojną trzynastoletnią (1454-1466, a ściślej przed 1458 r.). Długosz postanowił uzupełnić kodeks o 10 chorągwi, w tym siedem związanych z ziemią chełmińską), a malarz tworzył ich wizerunki nie z autopsji, a na podstawie opisów i szkiców. I tu musiała nastąpić pomyłka, którą kronikarz sprostował prawidłowym opisem (czerwony krzyż w białym polu) w „Rocznikach”, które w tychże fragmentach zostały zredagowane przed 1458 r. 

Konsekwencją tego stwierdzenia jest wniosek, że w 1448 r., kiedy Długosz z Durinkiem zamykali pierwszy rękopis „Banderii” naszej chorągwi nie było w katedrze wawelskiej. Nie znaczy to, że nie była tam jej nigdy, ale być może uległa uszkodzeniu lub zniszczeniu.

Zamek na Wawelu, Sala Senatorska, 1938, po prawej stronie widoczna replika chorągwi św. Jerzego 

Najprawdopodobniej wisiała ona (lub jej replika) jeszcze później w katedrze, bowiem dość szczegółowo, z wymiarami została opisana w „Herbach rycerstwa polskiego” Bartosza Paprockiego (Kraków 1584). Dalsze losy chorągwi św Jerzego, jak i pozostałych są nieznane. Wisząc w katedrze wawelskiej znajdowały się w coraz gorszym stanie, a najprawdopodobniej nie przetrwały szwedzkiego Potopu. Później przynajmniej dwukrotnie (ok. 1900  i 1937 r.) wykonano repliki chorągwi. Te ostatnie posłużyły do dekoracji zamku na Wawelu.  Z tego zbioru 18 sztuk, w tym zapewne chorągiew św. Jerzego została przekazana do Malborka, gdzie 17 maja 1940 r. Gubernator Hans Frank zorganizował uroczystość powrotu chorągwi do dawnej stolicy Zakonu Krzyżackiego jako wyrównanie krzywdy dziejowej. Po pompatycznej uroczystości chorągwie zostały wyeksponowane w zamku, a po wojnie zaginęły.  I w ten sposób symbolicznie kończy się historia chorągwi św. Jerzego, która okazała się pomyłką, a zresztą już w momencie transportu do Malborku był repliką wykonaną trzy lata wcześniej na Wawelu.

 

Chorągiew św. Jerzego

Legendarny wojownik walczący ze złem - Św. Jerzy, w średniowieczu patronował rycerzom, którzy często chcieli się widzieć jako „rycerze Chrystusa”. Tak też byli nazywani byli bracia Zakonu Krzyżackiego (od momentu przekształcenia bractwa szpitalnego w zakon rycerski), a Jerzy był jednym z głównych patronów. Jest nim do dziś, choć Zakon odszedł od walki militarnej i walczy ze złem w innych formach swojej działalności. Jerzy pozostał jako wzór odważnego wyznawania wiary, poświęcenia wiary i heroizmu w walce o dobro innych. 

W średniowieczu jednak św. Jerzy patronował militarnej, czyli głównej dziedzinie aktywności Krzyżaków. Towarzyszył braciom i ich sojusznikom na polach bitew, a oni wierzyli, podobnie jak krzyżowcy w Ziemi Świętej, w jego realną pomoc. Zdaniem prof.

Jan Długosz, Banderia Pruthenorum - chorągiew św. Jerzego
 

Udo Arnolda jego popularność w Prusach można kojarzyć z wyprawami krzyżackimi na Litwę, czyli tzw. rejzami. Kronikarz w służbie Zakonu i herold, Wigand z Marburga opisał w swojej kronice ciekawy przykład wyruszania na wyprawę wojenną z chorągwią św. Jerzego z 1385 r.:

Mistrz [Konrad Zöllner von Rotenstein]  ogłosił wielką rejzę przeciwko poganom i wchodzą do ziemi [pogan] z podniesionymi chorągwiami, najpierw św. Jerzego, następnie idą pielgrzymi, po tym chorągiew Błogosławionej Dziewicy, a także chorągiew Zakonu z orłem i krzyżem. I przybywają na wielką wodę, mianowicie Niemen i na statku wchodzą do ziemi [pogan], a następnie cztery mile i [dalej] do Wilii, w której niektórzy utonęli. Jednym z nich był hrabia Wilhelm von Katzenelbogen, sławny szlachcic, dzielny i cnotliwy, a także Jan de Schoneberge i wielu innych, bowiem bród był opanowany, a przecież i poganie stawili opór. Niemniej jednak chrześcijanie zebrawszy siły, statkiem przebywają [rzekę] itd., atakują ich po nieprzyjacielsku chorągwiami wysłanymi przez mistrza i plądrują wzdłuż, przebywając sześć ziem, gdziekolwiek chcieli i przed Miednikami. Walczą rycersko ku czci św. Jerzego. I stali cztery tygodnie wbrew woli pogan z Oszmiany. Powrócili nad Niemen, w którym oprócz wielu innych utonęło czterech sławnych rycerzy. Stąd po zmaganiach, bitwach i odniesionych triumfach nad poganami, bez ich oporu przebywszy rzekę, przez rozległe pustkowia wraz z mistrzem powrócili do Prus. [Wigand von Marburg, Nowa kronika pruska, opr. S Zonenberg, K. Kwiatkowski, Toruń 2017, s. 505-507]

Fragment ówczesnej rzeczywistości  ilustruje nam zwyczaj niesienie chorągwi św. Jerzego na czele wyprawy, nawet przed chorągwiami Patronki Krzyżaków i wielką chorągwią Zakonu, a ponadto wiąże ją z pielgrzymami, czyli gośćmi wspierającymi Krzyżaków militarnie. Walczyli on pod nią także w bitwie pod Grunwaldem (1410). Chorągiew została zdobyta przez wojska polsko-litewskie i ofiarowana katedrze krakowskiej. Znajdujemy ją w „Banderii Pruthenorum” Jana Długosza. Święto św. Jerzego obchodzone jest w Zakonie 23 kwietnia.

 

Ukrzyżowanie z kościoła NMP na zamku w Malborku

Finałem naszego mini-cyklu musi być TEN Krucyfiks. Ale nie dlatego, że najwcześniejszy (1330-1340), ani nie ze względu na pochodzenie ze stołecznego zamku. Z zupełnie innych względów …

Monumentalna grupa Ukrzyżowania od średniowiecza znajduje się na ścianie północnej kościoła widocznej od razu po wejściu do świątyni. Pod Krzyżem stali: Najświętszą Maria Panna oraz św. Jan Ewangelistą. Do grupy zaliczamy także umieszczone w spływach sklepiennych personifikacje Eklezji i Synagogi, czyli Nowego i Starego Testamentu, dwóch

 

światów, które połączył Zbawiciel. Tak było w XIV wieku. Dziś widzimy krzyż, który jest XIX-wieczną kopią krzyża z katedry w Havelbergu, okaleczoną figurę św. Jana, uszkodzoną Eklezję i zachowaną w całości Synagogę. Brakuje Marii, a Chrystus … No właśnie, chodzi głównie o Niego. Straszliwie okaleczony jest wizualnym świadectwem okrucieństwa wojny, która za nic ma ideę, wiarę, piękno, która jest złem, które niszczy. Figura Jezusa jest też przez wielu z nas odczytywana jako symbol tego co stało się ze średniowieczną ideą krucjatową, władztwem krzyżackim w Prusach, cywilizacją wieków średnich, czy w ogóle z Kościołem i wiarą w dzisiejszym świecie. Jest ponadczasowym symbolem przemijania, „żywym” świadectwem historii zamku i kondycji ludzi, którzy go budowali i odwiedzają. Wielce wymownym, bo oryginalnym. Ale jest też nadzieją - Ukrzyżowanie przetrwało i daje świadectwo, że dobro jest mocniejsze od zła, że przetrwa, choć cena może być wysoka. Treści to jakże dziś aktualne. I tak oto trwa malborski Chrystus, budząc skrajne emocje od zachwytu, aż po trwogę.  

 

Oto się powiedzie mojemu Słudze, wybije się, wywyższy i bardzo wyrośnie. Jak wielu osłupiało na Jego widok, tak nieludzko został oszpecony Jego wygląd i Jego postać była niepodobna do ludzi; tak mnogie narody się zdumieją, królowie zamkną przed Nim usta, bo ujrzą coś, czego im nigdy nie opowiadano, i pojmą coś niesłychanego. (Iz. 52, 13-15) 

 

Tego właśnie życzymy Wam w Wielki Piątek Roku Pańskiego 2022 - pojęcia istoty i sensu ofiary Zbawiciela, wiary i nadziei, że dobro zawsze zwycięża. A może po Świętach Wielkiej Nocy spotkamy się kiedyś Malborku i wspólnie popatrzymy na to wyjątkowe w swojej formie i treści Ukrzyżowanie?

 

Dyptyk Thilona von Lorich

Ukrzyżowanie jest najmniej analizowaną częścią dyptyku ufundowanego przez Thilona von Loroch, komtura zamkowego (domowego) w Elblągu. Badacze analizowali na ogół postaci świętych adorujących Najświętszą Marię Pannę czy przedstawienia znajdujące się na awersach skrzydeł: Męża Boleści z narzędziami męki oraz adorację Marii przez brata krzyżackiego polecanego przez św. Barbarę. Badano zestaw relikwii znajdujących się w przegródkach obiegających trzy wewnętrzne sceny, uwagę naukowców przyciągała osoba fundatora, którego imię  uwiecznione jest na inskrypcji. I gdzieś tam, wśród analiz i interesujących hipotez umknęła scena najważniejsza - Ukrzyżowanie. 

Umęczony Chrystus wisi na Krzyżu widlastym, ciało ma wychudzone i poranione, z ran

 

dużymi kroplami wypływa krew. Po obu stronach Krzyża stoją Matka Chrystusa i św. Jan Ewangelistą. Golgota jest skalistym „miejscem czaszki” (czaszka leży pod krzyżem), ale zaczyna się także pokrywać nie tylko zielenią, ale też kwiatami. Śmierć Chrystusa jest jednocześnie nowym życiem dla wszystkich tych, którzy w nią uwierzą. Bardzo ciekawym elementem kompozycji są dwa smoki, przypominające duże jaszczurki, jakie często spotkać możemy w późnogotyckich przedstawieniach św. Jerzego, jednego z głównych patronów Zakonu Krzyżackiego.

Dyptyk komtura von Lorich z 1388 r. jest jednym z najważniejszych zabytków złotniczych pochodzących z terenu państwa zakonnego. Jest też wyjątkowym przykładem ołtarzyka polowego - relikwiarza, a kojarzony był także z pektorałem, jaki miał w czasie bitwy pod Grunwaldem (15.07.1410) nosić na szyi wielki mistrz, Ulrich von Jungingen. Jako votum za zwycięstwo został ofiarowany katedrze gnieźnieńskiej prze króla Władysława Jagiełłę. Przed wojną przechowywany w malborski zamku, skąd po wojnie przewieziony został do Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie, gdzie znajduje się do dziś. 

 
 

Krucyfiks z Milejewa

Krucyfiks, który przedstawiamy dziś nie zachwyca wspaniałą formą i bogactwem treści. Co więcej, jest bardzo mało znany. Pochodzi bowiem z kościoła pw. Św. Bartłomieja w Milejewie, miejscowości, która leżała w granicach komturstwa elbląskiego. Od 1967 r. znajduje się w zbiorach Muzeum Archeologiczno-Historycznego w Elblągu. Krucyfiks wykonany został z drewna lipowego i sosnowego i jest stosunkowo niewielki (wymiary Krzyża: 124 x 77 cm, figury 71 x 71 cm). 

Uwagę naszą zwraca przede wszystkim widlasta forma Krzyża. To symbol rajskiego

 

drzewa poznania dobra i zła, źródła upadku człowieka, a więc przedstawiane w formie suchej i obumarłej. Dopiero ofiara Chrystusa uczyni z niego prawdziwe Drzewo Życia, co w naszym zabytku objawia się w zielonej polichromii (zachowane tylko resztki) oraz licznymi sękami, jakby gotowymi do tego, aby wyrosły z nich świeże pędy. 

Zazwyczaj w tego typu przedstawieniach ciało Zbawiciela ukazane jest bardzo ekspresyjnie, z ukazaniem bólu i cierpienia.  Krucyfiks z Milejewa raczej daje ukojenie, sylwetka jest wykonana „miękko” , a Chrystus sprawia wrażenie śpiącego. Jego twarz jest szlachetna i nad wyraz spokojna. 

Zabytek wiązany jest z kręgiem biskupa warmińskiego Henryka Sorboma (1373-1401) lub z Zakonem Krzyżackiem, a dokładnie z komturstwem elbląskim. Fundacji komtura zamkowego w Elblągu  pochodzić będzie Ukrzyżowanie, które  przedstawimy jutro.