Gwiazda się nie myliła ...

Gwiazda się nie myliła

kiedy zawołał najdalszego

wyruszyć do bliskiego Boga.

 

Gwiazda się nie myliła

gdy wskazywał drogę przez pustynię,

najniższy, najtrudniejszy sposób.

 

Gwiazda się nie myliła

gdy zatrzymał się nad domem

z małych ludzi:

Tam narodziła się wielka przyszłość.

 

twoje serce się nie myliło

kiedy się otworzyło

szukać nieznanego.

 

twoje serce się nie myliło

kiedy się nie poddało

w ślepej niecierpliwości.

 

twoje serce się nie myliło

jak się skłonił

przed dzieckiem

(Klaus Hemmerle, biskup Akwizgranu 1975-1994)

 

 

Kwatera ołtarza grudziądzkiego z ok. 1400. Pierwotnie w kaplicy zamku krzyżackiego w Grudziądzu, dziś w Muzeum Narodowym w Warszawie.

Nie, to nie pomyłka... Bóg stał się człowiekiem w małym dziecku w betlejemskiej stajni. Boża obietnica, Jego słowo staje się ciałem i krwią… ma ręce i nogi.

Każde ludzkie istnienie, bez względu na to, jak nędzne i maltretowane, zostaje podniesione przez wcielenie Boga, z prochu, z zaniedbania, podniesione przez miłość Boga, Jego dobroć i Jego wspaniałość, przeniknięte Jego światłem

Ponieważ stał się jednym z nas, ponieważ jest Tym, który jest z nami, Bogiem, nie musimy się bać, nigdy nie możemy być sami, ten świat nigdy nie może być bezbożny. Wiara, że ​​to dla nas, każdego z nas, powinna napełniać nas radością i dawać spokój Świąt Bożego Narodzenia.

W tej radości proszę dla nas wszystkich o miłosierne i szczęśliwe Święta Bożego Narodzenia oraz wszystkiego najlepszego na rok 2023. Niech będą one przeplatane Bożym błogosławieństwem, aby charakteryzowały się zdrowiem, pomyślnością osobistą i mocną wiarą, że Bóg jest z nami i prowadzi nas, niech się dzieje, co ma być!

+ Wielki mistrz Frank

 

Ważna rocznica

27 listopada 1929 r. papież Pius IX potwierdził uchwalone wcześniej (24-27.09.1929) przez wielką kapitułę zakonu krzyżackiego rozstanie z dawną Regułą braci i Konstytucjami sióstr Zakonu: 
In eo maxime ratio agenda Ordinis Teutonici discrepabit, quod dum antiquitus Religio potius equestris fuit, nunc religio clericalis proprie dictaterit, exclusoquovis elemento militari" (Zakon krzyżacki był wcześniej głównie zakonem rycerskim, podczas gdy teraz można go określić we właściwym znaczeniu zakonem duchownym (klerykalnym), który wykluczył wszystkie elementy militarne).
Tym samym definitywnie zakończony został militarny rozdział w historii zgromadzenia.

Zakon w oczach św. Brygidy

Kanonizowana w 1391 r. Św. Brygida szwedzka (1303-1373) była jedną z najpopularniejszych świętych końca średniowiecza. W „Objawieniach” opisywała Kościół swoich czasów, jak i formułowała przepowiednie dotyczące zgromadzeń zakonnych,

Miniatura z brewiarza (1476 r.)
Źródło: domena publiczna

papieży, ale także państw i panujących. Miało to podłoże dydaktyczne, bowiem generalnie Święta wzywała do pokuty i poprawy obyczajów. Były to teksty dyskutowane właściwie przez wszystkich, mające przez to wielką siłę oddziaływania. 

Krytyki nie uniknął także Zakon Krzyżacki, któremu wyrzucała zakłamanie, odejście od pierwotnych ideałów, pychę i chciwość. W razie braku poprawy zapowiadała dotkliwą karę. Dziś, z perspektywy czasu, mądrzejsi o wiedzę naukową stwierdzić możemy, że Brygida trafnie opisywała to wszystko, co  działo się w Zakonie od urzędowania wielkiego mistrza Winnycha von Kniprode (1352-1382) i trwało aż do bitwy pod Grunwaldem, w której porażkę interpretowano w kontekście zapowiedzianej kary dla Krzyżaków. W opracowaniach dotyczących historii Zakonu przedstawia się na ogół jedynie interpretację i pojedyncze sformułowania z rozdziału dotyczącego Zakonu. Aby go jednak dobrze zrozumieć, poznać charakter tego typu średniowiecznych tekstów, a przy tym wniknąć w mentalność ludzi wtedy żyjących, warto zapoznać się z całym rozdziałem „Objawień”:

 

 „Ja jestem Bóg twój. Duch mój w prowadzi cię tu, żebyś słyszała, y widziała, czuła y słuchała słów moich, widziała podobieństwa, czuła Ducha mego z weselem, y nabożeństwem Dusze. We mnie jest wszelkie miłosierdzie z sprawiedliwością, a w sprawiedliwości miłosierdzie. Ja jestem jako ów, który widzi że przyjaciele jego upadają na drodze w bardzo straszną przepaść, z której trudno powstać. Do których przyjaciół mówię przez tych, którzy moje rozumieją pisma. Mówię przez rozmaite utrapienia, przestrzegam ich o niebezpieczeństwie ich, ale oni przeciwnym sposobem bieżą na miejsce bezdrożne, nie dbając nic na słowa moje.

 

Słowa moje nie są, tylko jakoby jedno słowo, to jest: 'Nawróć się do mnie grzeszniku. Chodzisz bowiem niebezpiecznie, bo po drogach są zasadzki zdradliwe, a za ciemności serca twego od ciebie zakrywają się.' To słowo moje bywa pogardzone; to miłosierdzie moje, bywa zaniedbane. W szak że choć jestem tak miłosierny, że ich grzeszących na pominam, jednak tak jestem sprawiedliwy, że choć by też wszyscy Aniołowie ciągnęli ich, tedy nie mogli by ich nawrócić, choćby y sami wolą swoje ku dobremu obrócili; a gdy by zaś wolą swoje ku mnie nawrócili, y z wielkiem afektem do mnie przystali, tedy by ich y wszyscy czarci nie mogli odwieść.

 

Jest bowiem niektóry robak, którego zowią pszczoła, a te zaś Panu swemu, albo najstarszej pszczele trojaką uczciwość wyrządzają, y od niej trojaką moc mają. Naprzód, pszczoły wszelaką słodkość, której mogą dostać, odnoszą do Króla Pana swego. Po wtóre stoją, y gotowe są na skinienie jego, y wychodzą, gdzie kolwiek lecą y kędykolwiek by postąpili, zawsze w nich jest chęć y miłość ku Królowi ich. Po trzecie, za niem idą, y statecznie przy niem trwając, posłuszni mu są.

 

Naprzód za te trzy rzeczy pszczoły od Króla swego mając trojakie dobro. Naprzód z głosu jego mają pewny czas wychodzenia y pracowania. Po wtóre, mają od niego rząd y spólną miłość; z jego bowiem obecności y przodkowania, y z jego miłości, którą on ma do nich, a one też do niego, każda łączy się miłością z drugą, jedna drugiej spólnej roboty zwykła winszować. Po trzecie, z spólnej miłości y wesela głowy swojej, to jest, pszczoły starszej stają się urodzajne.

 

Jako bowiem ryby w morzu wespół z sobą igrając, wypuszczają z siebie ikry, które upadając w morze rodzą się z nich ryby. Tak pszczoły z spólnej miłości, y chęci ku starszej swojej y wesela, Pożytecznymi się stają, z których miłości dziwnej, y mocy mojej, pochodzi nie jakie nasienie jako by umarłe, a z dobroci mojej będzie mieć żywot. Pan tedy, to jest, gospodarz onych pszczół frasując się o nie, mówi do sługi swego mówiąc: 'Sługo mój, zda mi się, że pszczoły moje nie które chore, y by najmniej nie latające.' Odpowiedział sługa: 'Tej choroby ja nie rozumiem, ale jeżeli tak jest, pytam, jako to mogę wiedzieć?'

 

Odpowiedział Pan: 'Ze trzech znaków ich chorobę, albo defekt możesz poznać. Naprzód, że są nie potężne, y leniwe w lataniu, a to pochodzi z tąd, że stracili Króla swego, od którego by miały mieć siłę, y pociechę swoje. Po wtóre, że nie w pewnych, y nie rozporządzonych wychodzą godzinach, a to jest że z głosu od starszej pszczoły nie mają znaku żadnego. Po trzecie że żadnej miłości nie mają do ula swego, a przeto próżno się wracają na passzy siebie samych, a nic słodkości, z której by na potym żyli, nie przynosząc. Pszczoły zaś, które są zdrowe, y sposobne, są stateczne w lataniu, y mocne; czas wychodzenia, y wracania się mają powinny, przynosząc wosk na zbudowanie miejsc swoich, miód zaś na pożywienie.'

 

Tedy odpowiedział sługa Panu: 'Ponieważ są nie pożyteczne y chore, czemuż ich dłużej cierpisz, a nie każesz ich pozabijać?' Odpowiedział Pan: 'Ja dopuszczam im żyć dla trojakiej przyczyny, bo mi trojaki pożytek przynoszą, ale nie siłą swoją. Naprzód osiadają miejsca gotowe, aby przyleciawszy osy, nie osiadły miejsc próżnych, któreby turbowały insze dobre y pożyteczne pszczoły. Po wtóre, aby insze pszczoły pożyteczne, ze złości złych pszczół, stały się pożyteczniejsze, y pilniejsze w pracowaniu; kiedy bowiem pożyteczne pszczoły widzą nie pożyteczne y złe, że tylko robią, jakoby się napasły, tedy tym bardziej bywają pilniejsze przy Matce swojej w zgromadzeniu miodu, im bardziej widzą że owe insze ku swojej tylko chciwości są gorętsze.

 

Po trzecie, dobrym pszczołom pomagają na spólną obronę. Jest bowiem jeden robak, który zwykł pożerać pszczoły, którego pszczoły z rozumiawszy że przyszedł, wszystkie zarówno nie nawidzą go, a lubo y złe pszczoły wadzą się z nim, y nienawidzą go, to dla z zdrości, y dla zachowania życia swego. Dobre zaś pszczoły z miłości, y sprawiedliwości, zarówno jednak na zniesienie robaka pracują, dobre pszczoły y złe, bo inaczej jeśliby wszystkie złe pszczoły zniesione były, a dobre by zaś same zostały, prędzejby ich on robak zniósł, y pożarł, boby ich mniej było. Y dla tego', mówi Pan, 'znoszę pszczoły niepożyteczne. Przecie jednak, gdy jesień przyjdzie: opatrzę ja pszczoły dobre, y oddzielę ich od złych, które gdyby z ula wyrzucono, tedy by od zimna pozdychały; a gdy by w ulu były a nic sobie niezgromadziły, przed głode musiałyby żywot tracić, bo zaniedbały zgromadzać sobie ku pożywieniu gdy mogli.'

 

Ja Pan Stworzyciel wszystkich rzeczy. Ja jestem Pan tych pszczół. Ja z wielkiej miłości, y krwie mojej zbudowałem sobie ul pszczół, to jest, Kościół Święty, w którym Chrześcijanie przez jedność wiary, y spólną miłość powinniby się gromadzić, y w niem się zabawiać. Tych miejsca są ich serca, w których by mieszkać miała słodkość myśli dobrych, y uczynków, które by mieli odnosić z uważania miłości mojej w stwarzaniu, także z odkupienia mego, y z cierpienia nie znośnego, y miłosierdzia mego w nawracaniu albo w odnawianiu.

 

W tym ulu, to jest, w Kościele mojem Świętym, dwojaki rodzaj pszczół. Pierwsi są źli Chrześcijanie, którzy nie mnie zgromadzają, ale sami sobie, którzy próżnymi się wracają, y nie znają głowy swej, którzy kii popychający mają za słodkość, a chciwość za miłość. Dobre zaś pszczoły, są dobrzy Chrześcijanie, ci mi trojaką uczciwość wyrządzają. Naprzód mają mię za głowę swoje, y Pana swego, oddając mi miód słodkości, to jest, uczynki miłości, które są mi bardzo wdzięczne, a im bardzo pożyteczne.

 

Po wtóre gotowi na wolą moje, tych wola jest, według woli mojej, myśl wszytka ku Męce mojej, a wszytka robota ich, ku czci mojej. Po trzecie idą za mną, to jest, są mi posłuszni we wszystkim gdziekolwiek będą, lubo z wierzchu, lubo wewnątrz, lubo w utrapieniu, lubo y weselu, zawsze ich serce jest z moim sercem. Dla tego trojaką cnotę ode mnie mają. Naprzód z głosu, siły, y natchnienia mego, czas przystojny, y pewny mają, to jest, noc czasu nocnego, a światło czasu światła, a nie odmieniają nocy w światło, to jest wesele świeckie, w wesele wieczne, y przemijające szczęście w wieczną szczęśliwość, ci we wszystkim są rozumni.

 

Bo teraźniejszych rzeczy zażywają na potrzebę. Stateczni w przeciwnościach, ostrożni w szczęściu, pomierni w staraniu ciała swego, pilni y roztropni w swych sprawach. Po wtóre jako pszczoły dobre wzajemną mają miłość; tak też y oni wszyscy jedno serce mają do mnie, y bliźniego miłują, jako siebie samych, mnie zaś nade wszytko, y nad samych siebie. Po trzecie stają się ode mnie pożytek przynoszącymi. Cóż to jest pożytek dawać? Tylko mieć Ducha mego Świętego, a nim bydź napełniony; którykolwiek bowiem jego niema, także też y jego słodkości, ten jest nie pożyteczny, y nie potrzebny, sam upada, y niszczeje. Duch zaś Święty, zapala owego, w którym mieszka, miłością Boską otwiera rozumu zmyśl, wykorzenia pychę, y niepowściągliwość, wzbudza myśl ku czci Boskiej, y ku wzgardzie świata. Tego Ducha pszczoły niepożyteczne nie wiedzą, y przeto gardzą sprawowaniem jego, chronią się jedności y miłości towarzystwa, próżne są w dobrych uczynkach, odmieniają światłość w ciemności, pociechę w płacz, wesele w boleść, przecie jednak dla trzech przyczyn cierpię ich na tym świecie, że żyją naprzód żeby w miejsca nagotowane nie weszły osy, to jest, niewierni.

 

Gdyby bowiem źli ludzie oraz wszyscy z tego świata byli zniesieni, mało by dobrych zostało. Dla których małości niewierni, że ich więcej jest, weszliby do nich, y pospołu z niemi mieszkając, bardzo by ich trapili. Po wtóre znoszę ich na tym świecie, a to na doświadczenie dobrych, że złości ludzi złych bywa doznawana stateczność ludzi dobrych. Albowiem w przeciwieństwie pokazuje się jako kto jest cierpliwy, w szczęściu zaś, jako kto stateczny jest, y skromny. A iż pod czas na sprawiedliwych przypadają występki, a cnoty częstokroć wynoszą ich, dla tego dopuszczają złym pospołu żyć z dobrymi, aby się dobrzy nierozpuścili przez zbytnie wesele, y nie gnuśnieli przez lenistwo, ale żeby częstokroć oczy swe ku Bogu obracali. Kędy bowie jest mniejsza wojna, mniejsza też bywa zapłata.

 

Po trzecie źli Chrześcijanie bywają cierpieni na tym świecie dla ratunku dobrych, żeby narody, albo nieprzyjaciele inśi niewierni nie szkodzili im, ale żeby się tym bardziej obawiali, im więcej tych jest, którzy się zdadzą bydź dobrymi. A jako dobrzy Chrześcijanie sprzeciwiają się złym z sprawiedliwości z miłością Boską, tak y źli dla samego życia zachowania, y dla uchronienia się gniewu Bożego. A tak wszyscy dobrzy, y źli, ratują się wzajemnie, a dla tegoż źli dla dobrych mają bydź na tym świecie cierpieni, aby dobrzy przez złość niezbożnych tym zacniej byli ukoronowani.

 

Stróżowie zaś tych pszczół, są Prałaci Kościelni, y Panowie ziemscy, lub dobrzy, lub źli. Do dobrych tedy stróżów mówię, których y ja Bóg, y Stróż ich napomina, aby strzegli pszczół moich; niech bowiem uważają, gdy w chodzą, y wychodzą, niech się przypatrują jeśli są chore albo zdrowe, co jeśli podobno nie umieją rozeznać, a to im trzema znakami pokażę jako mają poznać. Te pszczoły są niepożyteczne, które są leniwe w lataniu nie czasu swego, y próżne są w przynoszeniu słodkości.

 

Leniwymi w lataniu są ci, którzy więcej starają się o doczesne rzeczy, aniżeli o wieczne, więcej się obawiają śmierci cielesnej, aniżeli dusznej, którzy tak mówią, z sobą mówiąc: 'Czemuż mam mieć niepokój, gdyż mogę mieć pokój? Czemu się mam dać na śmierć, gdy mogę żyć?' Nie uważając nędzni, że ja Król chwały najpotężniejszy wziąłem na się niepotężność. Jestem też najspokojniejszy, y sam prawdziwy pokój, a przecie wziąłem na się dla nich niepokój, których y przez śmierć moje wybawiłem. Oni zaś nieporządni są czasem, których afekt szuka rzeczy ziemskich, których mowa o wszetecznych rzeczach, których sprawy na własny pożytek, których czas taki jest, jakiego szuka ciało.

 

Oni zaś nie mają miłości ku ulowi memu, to jest, Kościołowi, ani też zgromadzają słodkości, bo nie które uczynki czynią dobre, ale tylko z bojaźni wiecznego karania, którzy choć nie które sprawy pobnożne mają, jednak nie opuszczają własnej wolej, y grzechu, którzy też tak chcą Boga mieć, żeby jednak ani świata opuścili, ani jakiego niedostatku, albo frasunku nie cierpieli. Ci takowi próżnymi nogami bieżą do Domu, bo bieżą ale nie bacznie, latają, ale nie z miłością powinną.

 

Dla tego gdy Jesień nadejdzie, to jest, czas odłączenia, pszczoły nie pożyteczne będą odłączone od dobrych, które dla miłości swej, y chciwości, wiecznem głodem będą trapione. Za wzgardę zaś Boską, y teskliwość w dobrych uczynkach zbytniem zimnem będą dręczeni na wieki, a nie zniszczeją. Przecie jednak przyjaciele moi, od trojakiej złości pszczół złych, mają się chronić. Naprzód a by zgniłość ich nieprzyszła do uszu ich. Albowiem są jadowite, odjąwszy bowiem miód, próżne są od słodkości, miasto której słodkości, opływają w gorzkości jadowitej.

 

Po wtóre niech strzegą oczu swych zrzeńice od ich skrzydeł, bo bardzo są ostre, jako igła. Po trzecie niech ochraniają ciała swego, żeby nie było nagie dla ogonów ich; mają bowiem żądła, którymi bardzo przykro kolą. Co by to znaczyło? Mędrcowie umieją wyłożyć, którzy obyczająm ich przypatrują się y afektom, a którzy zaś nie wiedzą jakoby rozumieć, niech się boją niebezpieczeństwa, niech uchodzą towarzystwa ich, y przykładów, bo inaczej nauczą się doświadczając czego nie znali słuchając.”

 

Potym mówiła Matka: „Bądź Błogosławiony Synu mój, który jesteś, y który byłeś, y który wiecznie będziesz, miłosierdzie twoje słodkie jest, a sprawiedliwość twoja wielka. Mnie się zda Synu mój, przez podobieństwo mówiąc, że teraz tak się z tobą dzieje, że jakoby jaki obłok wstępował do Nieba, którego uprzedzał wolniuchny wiatr. W Obłoku zaś pokazało się jakoby coś ciemnego, ale ten, który był za domem, poczuwszy wojność wiatru, podniósł oczy, y obaczył Obłóg ciemny, y uważając z sobą, rzekł: 'Ciemność tego Obłoku, zda mi się, że znaczy przyszły deszcz', y wnet zażywszy zdrowej rady, pospieszył się na skryte miejsce, od deszczu się zchraniając.

 

Drudzy zaś którzy byli ślepi, albo którzy podobno o to niedbali, lekce sobie poważając lekkość wiatru, y nie obawiając się ciemności Obłoku, doznali tego, co Obłok znaczył; który w prawdzie Obłok szerząc się po wszystkiem niebie, przyszedł z największym poruszeniem, y ogniem popędliwym, y tak potężnym, że na poruszenie jego ustępowało życie. Od ognia zaś wszystkie się psowały tak wnętrzne, jako y powierzchowne rzeczy człowieka tak dalece, że nic nie zostało.

 

Ten Obłok, Synu mój, słowa twoje są, które wielom zdadzą się bydź ciemne, y nie podobne do wierzenia, bo nie często słuchane bywają, bo prostako podane y cudami nie objaśnione. Te słowa uprzedza prośba moja, y miłosierdzie twoje, przez które nad wszystkiemi masz lubość, y wszystkich do siebie wabisz jako wiatr najwolniejszy w cierpliwości y w znoszeniu, a gorące jest w miłości, bo pobudzających cię do gniewu, napominasz do miłosierdzia, y pokazujesz wzgardzicielo twoim łaskawość.

 

A przeto wszyscy, którzy by słuchali tych słów, niech podniosą oczy swe, a obaczą w rozumie swojem z kąd poszły Słowa. Niech się pytają, jeżeli brzmieli miłosierdziem y koroną? Niech się przypatrują, jeśli brzmią teraźniejsze albo przyszłe rzeczy? Prawda, albo fałsz. A jeśliby tak prawdziwe znaleźli, niech się udają do miejsca skrytego, to jest do prawdziwej pokory z miłością Boską. Albowiem gdy sprawiedliwość przyjdzie, na ten czas dla bojaźni będzie dusza oddzielona od ciała, którą duszę ogień zewsząd ogarnie, y będzie wewnątrz i powierzchu gorzała. Będzie w prawdzie gorzała, ale nie zgore.

 

Dla tego ja Królowa miłosierdzia, wołam do obywatelow świata, aby podniośli oczy, żeby obaczyli miłosierdzie. Ja napominam, y proszę jako Matka, radzę jako Pani; gdy bowiem przyjdzie sprawiedliwość, nie podobna będzie sprzeciwić się. Więc wierzcie mocno y patrzcie, doznawajcie prawdy w sumieniu, odmieńcie wolą, a w ten czas, kto pokaże słowa miłości, pokaże sprawy, y znaki miłości.”

 

Po tym Syn do mnie mówił, mówiąc: „Pokazałem ci wyżej o pszczołach, że trojakie dobro mają od pszczelnika swego. Powiadam ci teraz że takie pszczoły mieli bydź oni krzyżacy, których na onych granicach Państw Chrześcijańskich posadziłem, ale już oni walczą przeciwko mnie, bo o duszę nie dbają. Nie mają też żalu nad onymi, którzy nawrócili się do wiary katolickiej y do mnie z błędu. Ściskają ich bowiem pracami, odejmują wolności, w wierze nie ćwiczą ich, od Sakramentów Świętych oddalają, y z większym żalem posyłają ich do piekła, niż gdy by w swojem nałożonym pogaństwie żyli, ani też walczą, tylko żeby rozszerzyli pychę swoje, y przyczynili chciwości swojej. Przeto przyjdzie im czas, kiedy będą połamane zęby ich, ręka prawa odcięta, a prawa noga oderwana będzie, aby żyli, y samych siebie poznali.”

Żródło: www.objawienia.com

 

Czytając Regułę [1]

W dniu 11 lipca obchodziliśmy Święto św. Benedykta z Nursji, patrona Europy, ale przede wszystkim autora Reguły, która, jak się uważa, stała się podstawą reguł wszystkich zakonów zachodniego chrześcijaństwa. Reguła ta jest do dziś analizowana na wiele sposobów, a odkrywane konteksty i treści, zaskakująco aktualne do dziś, ukazują uniwersalność utworu. Jest on swoistym podręcznikiem życia nie tylko dla zakonów proweniencji benedyktyńskiej, oblatów, ale także dla wielu duchownych i świeckich. Można stwierdzić, że Reguła św. Benedykta wciąż inspiruje. 

Bracia i siostry Zakonu Krzyżackiego także żyją według Reguły. Różni się ona od pierwotnej, powstałej w XIII w.  i odnoszącej się do warunków Ziemi Świętej.  Na ogół znamy właśnie ten dokument, przetłumaczony na język polski przez dr. hab. Janusza Trupindę. Publikacja została opatrzona obszernym komentarzem historycznym

Miłosierny Samarytanin (ze szpitalem polowym w Akce i Domem Niemieckim w Jerozolimie), 2108, Ukraiński Uniwersytet katolicki we Lwowie

ułatwiającym jej zrozumienie. Nie ma zatem potrzeby omawiania jej w tym miejscu. Warto za to przybliżyć współczesne reguły (braci i sióstr), będące wykładnią życia dla członków Zakonu Krzyżackiego, w wszystkim jego sympatykom dostarczyć dodatkowych informacji o działalności zgromadzenia. Rozpoczniemy od Prologu.

Prolog, 1

Zakon Krzyżacki ma swój początek w Ziemi Świętej. W roku 1190 mieszczanie z Bremy i Lubeki założyli przy obleganej  Akkce szpital polowy, aby opiekować się chorymi i rannymi krzyżowcami. Jako najwłaściwszą nazwę dla siebie, wybrali oni „Szpital Niemiecki Świętej Marii w Jerozolimie”, licząc na to, że będą mogli swoja główną siedzibę założyć w świętym mieście Jerozolimie. Papież Klemens III w dniu 6 lutego 1191 roku objął nowe bractwo papieską opieką.  Bractwo szpitalne nazwało się później „Braćmi Domu Niemieckiego Najświętszej Marii Panny w Jerozolimie”. Ich ideałem była pomoc pielgrzymom i służba potrzebującym ludziom oparta na bezinteresownej miłości zgodnie z wolą Chrystusa.

 

Zakon Krzyżacki, znany dziś głównie jako zakon rycerski powstał jako bractwo szpitalne. To był jego podstawowy charyzmat, do którego powrócił dopiero w XX w. Wcześniej szpitalnictwo zakonne zdominowane było przez działalność militarną. Cały czas Krzyżacy tworzyli infirmerie w swoich zamkach, a w miastach prowadzili szpitale. Działalność szpitalną koordynować miał specjalny urzędnik zwany szpitalnikiem, który pojawił się w źródłach  na początku XIII w. Było to urząd analogiczny, jaki posiadali joannici (templariusze nie posiadali szpitalnika). W czasie gdy dom główny znajdował się w Akce oraz Wenecji wielki szpitalnik przebywał w nim, w otoczeniu wielkiego mistrza. Dopiero w Prusach, a dokładnie w 1314 r. Połączono ten urząd centralny z terytorialnym - wielki szpitalnik był jednocześnie komturem elbląskim. Po 1466 r. siedzibą tegoż urzędnika był Pokarmin (dziś Uszakowo w Obwodzie kaliningradzkim), a następnie Ostróda. Był to jednak urząd raczej honorowy i nie oznaczał nadzoru nad wszystkimi infirmeriami i szpitalami zakonnymi. W każdym krzyżackim konwencie znajdował się szpitalnik zarządzającym sektorem szpitalnym. W okresie nowożytnym Zakon Krzyżacki często odwoływał się do swoich szpitalnych początków, ale urzędu szpitalnika już nie było i do dziś nie ma. 

Prolog podkreśla bardzo rolę papieża Klemensa III (1187-1191). Można mniemać, że dzięki niemu nowe bractwo szpitalne przetrwało po śmierci swoich protektorów: Ludwika, margrabiego Turyngii (zginął 16 X 1190 r.) i  księcia Fryderyka Szwabskiego (20 I 1191 r.). Drugim dobrodziejem niemieckiego bractwa szpitalnego był cesarz Henryka VI (1190-1197), który także wziął je pod opiekę. 

Przywołanie w Prologu pierwotnego charyzmatu Zakonu, opieki nad biednymi, chorymi i potrzebującymi jest wyraźnym wskazaniem dzisiejszych zadań zgromadzenia. Mówi o tym wyraźnie także ikona zamieszczona na okładce najnowszego wydania Reguł i Statutów (Ordensbuch).

 

Idziemy na Camino


Lato jest okresem wypoczynku, ale także pielgrzymek. Od okresu średniowiecza największym prestiżem cieszy się pielgrzymka do grobu św. Jakuba Starszego w Santiago de Compostela. Jest to  też trasa najtrudniejsza, stanowiąca największe wyzwanie dla pielgrzymów. Początki wędrowania trasą św. Jakuba sięgają IX w. Warto wiedzieć, że ze względu na swoje walory kulturowe, historyczne i duchowe „Droga św. Jakuba” została wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO. Przez Polskę przebiega 26 dróg liczących ponad 6000 km. 

Miło nam zakomunikować, że w drogę ruszył ks. Andre Schmeier, pracujący w Olsztynie. Jego historię  i motywację do ruszania na Camino poznać może wysłuchując materiału nagranego w Lednicy.

Nie zostało tam wspomniane, że ks. Andre jest familiarem Zakonu Krzyżackiego. Jego pielgrzymkę traktujemy więc jako własną i będziemy mu towarzyszyć w pokonywaniu trudów dalekiej drogi z Olsztyna do Composteli. 

Bieżące informacje prezentować będziemy na naszym profilu w serwisie Feacebook.

 

 

Relikwiarz św. Doroty

Czyżby znaleziono doczesne szczątki św. Doroty z Mątowów, których szukano w katedrze kwidzyńskiej już od czasów nowożytnych? Skoro jest relikwiarz to …

 Metalowa skrzyneczka o wymiarach 7 x 16 x 8,5 cm jest jednym z ciekawszych przedmiotów

 

związanych z kultem tej Świętej (w polskim Kościele błogosławionej). Jest bardzo skromna, oszczędnie zdobiona. Wnętrze podzielone jest na pięć komór. W czterech mniejszych umieszczono fragmenty muru ceglanego oraz zaprawy, a w centralnej pismo potwierdzające autentyczność relikwii.  Jest to bowiem relikwiarz, który nie zawiera kości Doroty, a jedynie fragment jej domniemanego rekluzorium.  Powstał w 1637 r., kiedy niepowodzeniem zakończyły się poszukiwania szczątków mistyczki. Szukano, bo chciano odnowić kult Doroty, a może także dokończyć proces kanonizacyjny, który rozpoczęty w średniowieczu nigdy nie została sfinalizowany. 

Cząstki rekluzorium zostały umieszczone w drewnianej skrzyneczce i umieszczone w ołtarzu św. Rozalii w kościele św. Jana Chrzciciela i św. Jana Ewangelisty w Toruniu. To w tym ołtarzu znajdował się obraz przedstawiające św. Rozalię w asyście św. Doroty i bł. Juty z Chełmży. Relikwiarz przechowywany był w zakrystii, gdzie został ponownie odnaleziony w 2020 r. Będzie można go zobaczyć w dniach 24-25 czerwca w Zamku w Kwidzynie, oddziale Muzeum Zamkowego w Malborku, gdzie odbędzie się kolejne Sympozjum Dorotańskie. O nim następnym razem.    

 
 

Gest arcyksięcia Eugena

Koniec I wojny światowej przyniósł nie tylko zmiany polityczne w Europie, ale także odbił się na historii Zakonu Krzyżackiego. Upadła monarchia habsburska, z którą Zakon związany był osobą wielkiego mistrza, arcyksięcia Eugena Habsburga. Ten wykazał się dużą troską o dalsze losy zgromadzenia, którym kierował prawie 30 lat. W kwietniu 1923 r. zwrócił się do Stolicy Apostolskiej z prośbą o zgodę na swoją rezygnację. Jego zdaniem sytuacja zakonu w krajach powstałych na bazie dawnego państwa austro-węgierskiego była trudna, a związanie z domem

 

Habsburgów mogło nastręczać wiele problemów. Poza tym zakon trzeba było reorganizować - to nie był już czas zakonów rycerskich. Wielki mistrz zrezygnował z urzędu 30 kwietnia 1923 r.  i  21 maja przekazał go biskupowi Brna, dr. Norbertowi Kleinowi. Tym samym wielkim mistrzem został ksiądz, a to otworzyło drogę do przekształcenia Zakonu Krzyżackiego z zakonu rycerskiego w duchowny. W dniu  22 kwietnia 1923 r. wielki mistrz Eugen pisał z Bazylei: 

Poprzez moc nieuniknionych wydarzeń zmuszony zostałem do opuszczenia ziemi moich ojców! Z dala od mojego ukochanego Zakonu, moją nieustanną troską było zapewnienie jego istnienia i przetrwania. Do tej pory można było przebrnąć przez wszystkie niebezpieczeństwa tamtych czasów bez umniejszania istoty zgromadzenia.  Teraz otwiera się przed nami perspektywa przyszłości – mamy nadzieję – godnej wielkiej przeszłości! Aby nie narazić na szwank dokonań długiej walki o prawość przez osobę wielkiego i niemieckiego mistrza, powiadomiłem Stolicę Apostolską o zamiarze poświęcenia mojej osoby dla wyższych interesów zakonu. Ojciec Święty przyjął tę ofiarę w mądrym uznaniu. […] każdemu należą się moje najszczersze, najgorętsze podziękowania – ostatnie wielkie życzenie brzmi: zachować wielkie, wiecznie nowe idee, które okrywają nasz zakon nieśmiertelną chwałą i prowadzą go nieustannie odmładzanego przez wszystkie udręki i przeciwności czasu, w harmonijnej pracy i prawdziwym religijnym duchu. 

 

Pielęgnowana przyjaźń i przeżywana duchowość

 

Kieruje austriacką komturią „An Eins und Salzach”, jest referentem ds. pytań związanych  z Zakonem i prawem kościelnym oraz działającej przy urzędzie wielkiego mistrza Komisji Prawnej Zakonu Krzyżackiego. Aktywny i zaangażowany, a jednocześnie uczynny i zawsze uśmiechnięty. Poznajmy Dr. Johannesa Mühllechnera FamOT.

- Jaka była Pana droga do Zakonu. Kiedy zetknął się Pan z nim?

Z Zakonem zetknąłem się w czasie moich studiów w Wiedniu w latach osiemdziesiątych XX w. Moja korporacja studencka uczestniczyła regularnie w mszach św.

Dr Johannes Mühllechner FamOT (z prawej)

odprawianych w krzyżackim kościele św. Elżbiety. Poznałem wtedy nieodżałowanej pamięci Ojca dr. Bernharda Demela. Wkrótce  zostałem zaproponowany jako kandydat do Instytutu Familiarów i w 2007 r. odbyłem pierwszą rozmowę na ten temat z Ojcem prof. Ewaldem Volggerem. Zostałem pozytywnie oceniony i stałem się członkiem baliwatu austriackiego. Czuję się w tej wspólnocie bardzo dobrze, znalazłem tam duchową ojczyznę. Szczególny wpływ na mnie wywarła charyzmatyczna postać Ojca Ewalda. Przez niego Zakon stał się dla mnie jeszcze bardziej interesujący.

- Jest Pan znany z tego, że przed inwestyturą przeczytał Pan wszystkie wydania czasopisma „Deutscher Orden” (wydawane od 1971 r.)?

Zgadza się. Była zawsze człowiekiem zainteresowanym historią. Wciąż przeglądam stare numery tego czasopisma. Poznałbym chętnie wielkiego mistrza, dr. Mariana Tumlera, który musiał być niesamowitą postacią. Także chętnie uczestniczyłbym w pielgrzymce do Rzymu i audiencji o ojca św. Jana Pawła II. 

- W Zakonie Krzyżackim jest Pan referentem ds. pytań dotyczących Zakonu i prawa kościelnego. Jakie konkretnie zadania Pan wykonuje?

Nie pracuję w sposób ciągły, lecz otrzymuję zlecenia od najczcigodniejszego wielkiego mistrza, które staram się opracowywać  jak najlepiej. Są takie fazy, kiedy jest wiele pracy, ale i takie, kiedy tygodniami nic się nie dzieje. Praca jest naturalnie wykonywana honorowo i traktuję ją jako wypełnienie mojego powołania jako Familiara.

- Jest Pan także członkiem Komisji Prawnej Zakonu Krzyżackiego. Nad czym teraz pracujecie?

Praca w tej Komisji daje mi wiele satysfakcji. Jest bardzo intensywna. Pracujemy na zlecenie wielkiego mistrza i aktualnie przygotowujemy zmiany prawne na następną kapitułę generalną, które wpłyną na Zakon w przyszłości.

- Komturia „Ann Eins und Salzach” obejmuje dziś diecezje Linz i Saqlzburg. Mógłby Pan przedstawić nam krótko jej historię? 

Komturia powstała już w 1713 r. w Linzu, która funkcjonowała do 1796 r. Powstał wtedy przepiękny barokowy kościół krzyżacki, gdzie dziś znajduje się biskupie seminarium duchowne. Od 2009 r. staraliśmy się powołać na nowo komturię w Linzu, co udało się 26 maja  2013 r. przy wsparciu wielkiego mistrza dr. Bruno Plattera OT i mistrza baliwatu dr. Paula Drobeca.  Komturia liczy aktualnie 32 członków i trzech kandydatów. 

- Jak wygląda życie codzienne komturii? 

Spotykamy się regularnie, co miesiąc w budynku dzisiejszego biskupiego seminarium duchownego. Frekwencja jest bardzo wysoka - 70-80%.Bardzo duży wpływ na działalność ma Ojciec prof. Ewald Volgger, któremu bardzo za to jestem wdzięczny. Dziękuję także mojej żonie Sabinie, która wspiera mnie zawsze w podejmowanie różnych aktywności w Zakonie. Jest wdzięczny Bogu, że mogę częścią rodziny krzyżackiej. Vivat, crescit, floreat ordo teutonico ad multos annos!

(Wywiad przeprowadził Ojciec Jakub Jirovec OT w numerze 3-2021 czasopisma „Deutscher Orden”)

 

Jeszcze o grunwaldzkiej chorągwi św. Jerzego

Uważny czytelnik dostrzegł z pewnością, że chorągiew z „Banderii Pruthenorum” jest odwrotna do klasycznej chorągwi św. Jerzego. Co więcej w tekście swojego sztandarowego dzieła „Roczników”, w opisie  chorągwi zdobytych pod Grunwaldem Jan Długosz wspomina, że był to czerwony krzyż na białym tle. O co w takim razie chodzi? 

Sprawa jest dość tajemnicza. Pod Grunwaldem pod chorągwią z białym krzyżem w czerwonym polu walczyli  czescy i morawscy najemnicy, ale po … stronie polsko-litewskiej.  Czy kronikarz mógł się tak pomylić? 

Trzeba tu wyjaśnić, że „Banderia Pruthenorum” jest dziełem niejednolitym i nieskończonym. Zachowany w Bibliotece Jagiellońskiej rękopis zawiera 57 odwzorowań 56 chorągwi, które powstały w dwóch zasadniczych fazach:

- Faza I, kiedy 47 wizerunków 46 chorągwi zostało namalowanych przez Stanisława Durinka do 1448 r.;

- Faza II, kiedy domalowano 10 wizerunków chorągwi łączonych z bitwą pod Grunwaldem

Nasza chorągiew należy do fazy drugiej, którą łączyć można chronologicznie z wojną trzynastoletnią (1454-1466, a ściślej przed 1458 r.). Długosz postanowił uzupełnić kodeks o 10 chorągwi, w tym siedem związanych z ziemią chełmińską), a malarz tworzył ich wizerunki nie z autopsji, a na podstawie opisów i szkiców. I tu musiała nastąpić pomyłka, którą kronikarz sprostował prawidłowym opisem (czerwony krzyż w białym polu) w „Rocznikach”, które w tychże fragmentach zostały zredagowane przed 1458 r. 

Konsekwencją tego stwierdzenia jest wniosek, że w 1448 r., kiedy Długosz z Durinkiem zamykali pierwszy rękopis „Banderii” naszej chorągwi nie było w katedrze wawelskiej. Nie znaczy to, że nie była tam jej nigdy, ale być może uległa uszkodzeniu lub zniszczeniu.

Zamek na Wawelu, Sala Senatorska, 1938, po prawej stronie widoczna replika chorągwi św. Jerzego 

Najprawdopodobniej wisiała ona (lub jej replika) jeszcze później w katedrze, bowiem dość szczegółowo, z wymiarami została opisana w „Herbach rycerstwa polskiego” Bartosza Paprockiego (Kraków 1584). Dalsze losy chorągwi św Jerzego, jak i pozostałych są nieznane. Wisząc w katedrze wawelskiej znajdowały się w coraz gorszym stanie, a najprawdopodobniej nie przetrwały szwedzkiego Potopu. Później przynajmniej dwukrotnie (ok. 1900  i 1937 r.) wykonano repliki chorągwi. Te ostatnie posłużyły do dekoracji zamku na Wawelu.  Z tego zbioru 18 sztuk, w tym zapewne chorągiew św. Jerzego została przekazana do Malborka, gdzie 17 maja 1940 r. Gubernator Hans Frank zorganizował uroczystość powrotu chorągwi do dawnej stolicy Zakonu Krzyżackiego jako wyrównanie krzywdy dziejowej. Po pompatycznej uroczystości chorągwie zostały wyeksponowane w zamku, a po wojnie zaginęły.  I w ten sposób symbolicznie kończy się historia chorągwi św. Jerzego, która okazała się pomyłką, a zresztą już w momencie transportu do Malborku był repliką wykonaną trzy lata wcześniej na Wawelu.

 

Chorągiew św. Jerzego

Legendarny wojownik walczący ze złem - Św. Jerzy, w średniowieczu patronował rycerzom, którzy często chcieli się widzieć jako „rycerze Chrystusa”. Tak też byli nazywani byli bracia Zakonu Krzyżackiego (od momentu przekształcenia bractwa szpitalnego w zakon rycerski), a Jerzy był jednym z głównych patronów. Jest nim do dziś, choć Zakon odszedł od walki militarnej i walczy ze złem w innych formach swojej działalności. Jerzy pozostał jako wzór odważnego wyznawania wiary, poświęcenia wiary i heroizmu w walce o dobro innych. 

W średniowieczu jednak św. Jerzy patronował militarnej, czyli głównej dziedzinie aktywności Krzyżaków. Towarzyszył braciom i ich sojusznikom na polach bitew, a oni wierzyli, podobnie jak krzyżowcy w Ziemi Świętej, w jego realną pomoc. Zdaniem prof.

Jan Długosz, Banderia Pruthenorum - chorągiew św. Jerzego
 

Udo Arnolda jego popularność w Prusach można kojarzyć z wyprawami krzyżackimi na Litwę, czyli tzw. rejzami. Kronikarz w służbie Zakonu i herold, Wigand z Marburga opisał w swojej kronice ciekawy przykład wyruszania na wyprawę wojenną z chorągwią św. Jerzego z 1385 r.:

Mistrz [Konrad Zöllner von Rotenstein]  ogłosił wielką rejzę przeciwko poganom i wchodzą do ziemi [pogan] z podniesionymi chorągwiami, najpierw św. Jerzego, następnie idą pielgrzymi, po tym chorągiew Błogosławionej Dziewicy, a także chorągiew Zakonu z orłem i krzyżem. I przybywają na wielką wodę, mianowicie Niemen i na statku wchodzą do ziemi [pogan], a następnie cztery mile i [dalej] do Wilii, w której niektórzy utonęli. Jednym z nich był hrabia Wilhelm von Katzenelbogen, sławny szlachcic, dzielny i cnotliwy, a także Jan de Schoneberge i wielu innych, bowiem bród był opanowany, a przecież i poganie stawili opór. Niemniej jednak chrześcijanie zebrawszy siły, statkiem przebywają [rzekę] itd., atakują ich po nieprzyjacielsku chorągwiami wysłanymi przez mistrza i plądrują wzdłuż, przebywając sześć ziem, gdziekolwiek chcieli i przed Miednikami. Walczą rycersko ku czci św. Jerzego. I stali cztery tygodnie wbrew woli pogan z Oszmiany. Powrócili nad Niemen, w którym oprócz wielu innych utonęło czterech sławnych rycerzy. Stąd po zmaganiach, bitwach i odniesionych triumfach nad poganami, bez ich oporu przebywszy rzekę, przez rozległe pustkowia wraz z mistrzem powrócili do Prus. [Wigand von Marburg, Nowa kronika pruska, opr. S Zonenberg, K. Kwiatkowski, Toruń 2017, s. 505-507]

Fragment ówczesnej rzeczywistości  ilustruje nam zwyczaj niesienie chorągwi św. Jerzego na czele wyprawy, nawet przed chorągwiami Patronki Krzyżaków i wielką chorągwią Zakonu, a ponadto wiąże ją z pielgrzymami, czyli gośćmi wspierającymi Krzyżaków militarnie. Walczyli on pod nią także w bitwie pod Grunwaldem (1410). Chorągiew została zdobyta przez wojska polsko-litewskie i ofiarowana katedrze krakowskiej. Znajdujemy ją w „Banderii Pruthenorum” Jana Długosza. Święto św. Jerzego obchodzone jest w Zakonie 23 kwietnia.